Ostatnio w moich lekturach zaczynają
królować staruszki :) Były Podróże Maudie Tipstaff, było Im szybciej idę, tym jestem mniejsza, a
dziś kolejna książka z serii Gorzka czekolada, której chyba
zostanę fanką.
Pierwsze wrażenie jest bardzo podobne, choć Emma Healey jest Brytyjką, a nie Norweżką: główna bohaterka ma ponad
osiemdziesiąt lat i próbuje oswoić otaczającą ją rzeczywistość.
Ponownie zaskoczyło mnie, z jaką empatią młoda autorka oddała
emocje i myśli staruszki, ponownie miałam okazję przeczytać
książkę lekką, sympatyczną, ciepłą – a jednak smutną i
poruszającą.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczna. Pokaż wszystkie posty
"Niektórych pustych pokoi się nie wypełni"
Po przeczytaniu trzech powieści
Axelsson (Dom Augusty, Lód i woda, woda i lód, Pępowina) doszłam
do wniosku, że w kolejnych książkach szwedzka autorka podejmuje
wciąż te same tematy. Nie przeszkadza mi to jednak w odpowiednich
odstępach czasu sięgać po kolejne tytuły, bo na razie tylko
Pępowina okazała się trochę przekombinowana. Jak mówił jeden z
wykładowców na studiach – i tak o wszystkim napisali już
starożytni Grecy, a reszta się powtarza. A skoro Axelsson robi to
dobrze, to czemu nie?
ŻONA POTWORA
Jacques Expert jest dziennikarzem i
pewnie z racji zawodu (odpowiada przede wszystkim za kronikę
wydarzeń) zainteresował się losem kobiet związanych z
najgorszymi przestępcami: mordercami i gwałcicielami. Swoje
przemyślenia przekuł w pierwszą powieść: Żonę potwora. Jak myślicie, jak udało się
facetowi wcielić w rolę maltretowanej kobiety?
DZIECKO SŁOWA
Jeszcze jedna książka o dorastaniu,
ale od razu zaznaczam: książka niezwykła. I wcale nie dlatego, że
Amos Oz umieścił bohatera w powojennej Jerozolimie, kontrolowanej
przez wojsko brytyjskie. Dwunastoletni Profi jest wyjątkowym,
bardzo mądrym i ciekawym świata chłopcem; otwierając Panterę
w piwnicy, otrzymujemy znacznie więcej, niż „świat oczami
dziecka“.
CHORWACKA BRIDGET JONES?
Okładka przyciąga wzrok, choć na zdjęciu w sepii tego nie widać – w rzeczywistości pstrokacizna wali po oczach :) Co prawda
mam jakiś podświadomy filtr na serduszka i kwiatuszki, ale mam też
radar na ikonki niektórych wydawnictw – i tak logo Czarnego kazało
mi przyjrzeć się jej bliżej. No i proszę, okazało
się, że w tym cudacznym opakowaniu mamy coś zupełnie innego niż
powieść z mojego ulubionego nurtu „literatury kobiecej“.
TA, KTÓRA WIDZI
Księga Diny ma już swoje lata (po raz
pierwszy ukazała się w 1989 roku), ale niedawno została wznowiona
(na fali zainteresowania literaturą skandynawską?). Plasuje się w
tej gałęzi literatury skandynawskiej, która – w przeciwieństwie
do kryminałów – mnie interesuje, a więc można ją postawić
koło (niedoścignionych!) Ludzi z Innhaug czy A lasy wiecznie
śpiewają.
"KAŻDY ŻYJE W SAMOTNOŚCI"
I kolejna świetna książka z serii
KIK. Czytajcie starocie! Sięgajcie po poszarzałe okładki i
pożółkłe strony! Można w nich znaleźć wszystko, a
paradoksalnie jakieś to świeższe i lepsze niż gorące bestsellery. I sprawdzone, a nie tylko wypromowane w danym miesiącu
jako najlepsza-książka-tego-roku i
doskonała-lektura-bez-której-nie-możesz-się-obejść.
Życie przecięte na pół
Tematyki żydowskiej na moim blogu
całkiem sporo, ale tak jeszcze nie było. Współczesny Izrael,
samotna matka z czworgiem dzieci, zwykłe życie. Bez tradycji, bez
religii – w każdym razie nie w większym stopniu niż u
przeciętnego przedstawiciela jakiejkolwiek innej narodowości; a z
tymi właśnie wartościami kojarzą mi się Żydzi. Więc tym
razem zupełnie inaczej.
Czy pół świata wystarczy?
Lewa strona życia to kolejna książka
Lisy Genovy, której Motyl bardzo mi się podobał. Mimo trudnych
tematów to lekka literatura: szybko się czyta, dużo się dzieje,
jest przystępnie napisana. Nową powieść pochłonęłam w dwa dni
– naprawdę nieczęsto mi się to zdarza.
„Nieustannie noszę w sobie zgniliznę“
Traf chciał, że ledwo przeczytawszy
Marzenie Celta Llosy, zabrałam się za Sedno sprawy Greene'a, gdyż
właśnie tę powieść poleciliście mi po moim pierwszym pozytywnym spotkaniu z brytyjskim pisarzem. A tak się składa, że obydwie te
książki osadzone są (Marzenie Celta częściowo, Sedno sprawy w
całości) w koloniach w Afryce, co więcej – obydwie w czasie
wojny. Trudno jednak o dwie tak różne powieści! Miałam więc
okazję do ciekawego porównania, no i spędzenia w tej scenerii więcej czasu, niż przewidywałam. O Marzeniu
Celta powiem tylko tyle, że na pewno jest to godna uwagi książka,
a trochę więcej napiszę Wam o tej drugiej.
Zawrót głowy
Takie recenzje lubię pisać
najbardziej! Książka niepozorna, malutka, skromna (bohaterów,
łącznie z drugoplanowymi, można zliczyć na palcach jednej ręki),
stareńka (1954), taki odpad biblioteczny zabrany kiedyś nie wiadomo
dlaczego, bo nawet nazwisko autora (a raczej nazwiska, bo
Boileau-Narcejac to wspólny pseudonim dwóch francuskich pisarzy)
nigdy mi się nie obiło o uszy, zresztą jeśli chodzi o literaturę
francuską, to akurat wielką fanką nie jestem. A tu takie
zaskoczenie, taka rewelacyjna powieść!
"Każda historia to brudnopis następnej"
Powieść Lévy
przeleżała kilka tygodni na kanapie w oczekiwaniu na zrecenzowanie.
Przeczytałam błyskawicznie, a do pisania nie mogłam się zabrać.
Na szczęście to książka z biblioteki, terminy gonią, więc albo
teraz, albo wcale, a naprawdę chciałam skrobnąć o niej choć
kilka słów, zwłaszcza że jakiś czas temu czytałam inną powieść
autorki, Złą córkę, i tamta również mi się podobała. Nie mogłam więc znów nie wspomnieć o francuskiej pisarce.
Nie takie słodkie dzieciaki
Podobno Richard Hughes przepadał za
dziećmi i często opowiadał im wymyślone historie. Wydał nawet
dwa zbiory opowiadań dla młodych czytelników. A oprócz tego
napisał także baśń dla dorosłych: Orkan na Jamajce. O dzieciach
właśnie. Nie takich kochanych i uroczych, jak wielu sądzi... (my, matki, znamy prawdę ;) )
O życiu.
To już piąta książka Oates, po
którą sięgnęłam (wcześniej były: Córka grabarza, Mama
odeszła, Moja siostra, moja miłość i Blondynka).
Są trudne, często nawet męczące pod względem formy, ale
zapadające w pamięć i ważne. I każda inna, choć wszystkie mają coś wspólnego – łatwo je rozpoznać na tle całej
literatury amerykańskiej.
"Bycie złą matką to nie zbrodnia"
Tydzień temu była książka o pięknym
i mądrym macierzyństwie, dziś dla odmiany jej skrajne
przeciwieństwo, czyli kolejna powieść Majgull Axelsson. Szwedzka
pisarka maniakalnie portretuje okaleczone córki, niepotrafiące
kochać matki, poranionych ludzi w wybrakowanych (nawet jeśli
pozornie wszystko jest dobrze) rodzinach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)