Pierwsza książka Lisy Genovy, Motyl,
bardzo mi się podobała. Miałam parę zastrzeżeń, ale jak na
debiut – było świetnie. Lewa strona życia okazała się, mimo
wtórności, lekturą wciągającą i ciekawą: autorka opisała mało
znane zaburzenie, więc było interesująco. Byłam ciekawa, jak
rozwinie się jej pisarstwo. No i jak myślicie, w którą stronę
poszła Genova?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
KIEDY ZACZYNA SIĘ CZŁOWIEK?
Taka fantastyka, jaką lubię, czyli w
zasadzie wcale nie fantastyczna ;) Raczej filozoficzna. Zresztą
sięgając po prozę Silverberga, wiem już, czego się mniej więcej
spodziewać. Rzecz się dzieje w XXI wieku, tylko książka jest
stara, co prowadzi do uroczych obrazków: ludzie są w stanie
przenieść kogoś w czasie, ale dane przechowują na dyskietkach.
OKRUCHY (1)
Na wielu blogach funkcjonuje taki cykl i chyba dobrze się sprawdza – w każdym razie nieraz brakowało mi krótszej formy wpisów i zdecydowałam się też ją wprowadzić. Tu będą trafiać książki, o których chciałabym wspomnieć, ale o których nie mam do powiedzenia aż tyle, by tworzyć wyczerpującą recenzję. Mieszanina gatunków, autorów, tematyki. Starocie i nowości, grube i cienkie, pod jakimś względem ciekawe. Co cię uzbiera. Po trzy tytuły.
„Ultramaraton oznacza transcendencję“, czyli bieganie jest dla szaleńców
To moja druga książka o bieganiu
(więcej czytam niż biegam, biegam sporadycznie, ale lubię czytać
;) ) i tak jak poprzednia, okazała się w dużej mierze książką
uniwersalną. Może opowiadać o sporcie w ogóle, a w jeszcze
szerszej perspektywie – o każdym, kto do czegoś dąży. O tobie.
ZNÓW O JEDZENIU
Dziś bez zdjęcia, bo chyba już się tej książki pozbyłam. Jakaś ostatnio jestem roztrzepana... W każdym razie będzie o Mofongo Cecilii Samartin. Jedna z wielu książek wyszperanych na
wyprzedaży. Zadziwiająco krótko czekała na półce :) Kolejna z
nurtu „z gotowaniem w tle“, po którym raczej niewiele się
zwykle spodziewam i którego można mieć już serdecznie dość. Ja nie mam, bo po pierwsze, czytałam takich niewiele (KuchnięFranceski, Kroplę oliwy i to chyba tyle), a po drugie – kocham jeść
i kocham gotować, więc o jedzeniu mogę dużo. No i tym razem to nie Włochy ani Grecja (!).
Czy pół świata wystarczy?
Lewa strona życia to kolejna książka
Lisy Genovy, której Motyl bardzo mi się podobał. Mimo trudnych
tematów to lekka literatura: szybko się czyta, dużo się dzieje,
jest przystępnie napisana. Nową powieść pochłonęłam w dwa dni
– naprawdę nieczęsto mi się to zdarza.
Jesienny czasoumilacz
Po tak zwaną „lekką“ literaturę
sięgam zawsze z największą ostrożnością, bo w co najmniej
czterech przypadkach na pięć kosztuje mnie ona więcej nerwów i
stresu niż kosztowałaby wysiłku intelektualnego jakaś porządna
lektura. To ja pięknie dziękuję za taki relaks! Tym razem byłam
zdesperowana, bo z dnia na dzień poczułam się beznadziejnie i całe
popołudnie spędziłam na kanapie, w swetrze i pod kocem (dla tych,
którzy mnie nie znają – wśród znajomych jestem legendą, długi
rękaw zakładam tylko jesienią i zimą, a i to wyłącznie na
dworze). Tym razem miałam dużo szczęścia, że akurat pod ręką
znalazła się Kuchnia Franceski.
O życiu.
To już piąta książka Oates, po
którą sięgnęłam (wcześniej były: Córka grabarza, Mama
odeszła, Moja siostra, moja miłość i Blondynka).
Są trudne, często nawet męczące pod względem formy, ale
zapadające w pamięć i ważne. I każda inna, choć wszystkie mają coś wspólnego – łatwo je rozpoznać na tle całej
literatury amerykańskiej.
Powrót do dzikusów
Recenzja sprzed wieków, bo przeczytałam i opisałam tę książkę chyba parę miesięcy temu. I tak sobie czekała. A to taka wakacyjna lektura, więc odkopałam :) To dalsze losy amerykańskiej rodziny
osadzone w połowie ubiegłego wieku, czyli druga część Życia wśród dzikusów. Nie rzuciłam się na nią od razu, bo szkoda
mi było – w końcu są tylko dwie ;) W dodatku druga okazała się
słabsza. Ale i tak było sympatycznie.
Matka doskonała?
Książka jakiś czas temu bardzo
popularna na blogach. I bardzo kontrowersyjna, żeby nie powiedzieć
– wyzywająca, co sugeruje już podtytuł: Dlaczego chińskie matki
są lepsze? Jakby autorka rzucała rękawicę wszystkim niechińskim
matkom (choć faktycznie za przeciwieństwo „chińskiej matki“
uważa matkę „amerykańską“, o Słowianach ma nieco lepsze
mniemanie). Podejmiecie wyzwanie?
Umiesz dziwić się światem?
Nie będę się za długo nad tą
książką rozwodzić, bo w blogosferze krążą już chyba setki
recenzji (ręka w górę, kto jeszcze o niej nie słyszał Nie ma
nikogo? Tak myślałam). Fizyka mnie ani nie fascynuje, ani nie
wzbudza we mnie paniki (pozdrawiam Tatę, który pewnie właśnie
nade mną zapłakał ;)) i nazwisko Feynmana nic mi nie mówiło,
póki nie zobaczyłam pierwszych recenzji. Ale już się trochę
douczyłam, chociaż „relatywistyczna elektrodynamika kwantowa“
nadal mówi mi, ekhm, niewiele.
Filozofia biegania
Blogowy szał na Murakamiego jakoś
mnie ominął, ale w zeszłym roku uległam modzie na bieganie :) Na
typowe poradniki nie miałam ochoty, ale byłam bardzo ciekawa, co
pisarz mówi, kiedy mówi o bieganiu. I szybko się okazało, że
bieganie jest dla niego czymś znacznie więcej niż tylko formą
sportu, a książka nie jest kierowana tylko do zapalonych
maratończyków – choć jestem pewna, że gdyby nie moje osobiste
doświadczenia (na razie skromne), przeczytałabym ją ze znacznie
mniejszym zainteresowaniem.
Moje odkrycie
Miałam tych opowiadań nie recenzować,
bo zaczęłam je czytać wieki temu, a skończyłam niedawno. Nie
chciałam też po raz kolejny pisać, że to „przejmujące“, że
bohaterowie są „tacy prawdziwi“, a portrety „wiarygodne“ i
„świetnie przedstawione“. Ale nie mogę o nich nie wspomnieć, bo to najlepsze
opowiadania, jakie czytałam od dawna. Wiem, że teraz każdy mdleje
na widok kolejnego tomu Munro – ale ja przeczytałam dwa jej zbiory
i te podobają mi się bardziej. Zdecydowanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






