Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura rosyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura rosyjska. Pokaż wszystkie posty

NIEDOKOŃCZONE ŻYCIORYSY


Zaskoczyła mnie ta książka! Napisana ponad pół wieku temu, dziś nadal aktualna, ważna, poruszająca. Choć historia pozostaje historią, na kartach powieści odnajdziemy wiele współczesnych problemów. Ze szpitalem na czele, bo ten prawie w ogóle się nie zmienił.

Ecce homo.


Po zachwycie Zbrodnią i karą (tak, tak, jeszcze w liceum) obiecywałam sobie ciągle powrót do Dostojewskiego. Lata mijały, ciągle wynajdywałam pilniejsze lektury. Kiedy zobaczyłam nowe wydanie MG, pomyślałam, że teraz albo nigdy. Jak dostanę książkę do recenzji, to już nie mam wyjścia, przeczytać muszę :) No i przeczytałam!

Piątkowe spotkanie z poezją - Anna Achmatowa


Anna Achmatowa (1889-1966) zaczęła pisać w wieku 11 lat. I choć kwituje ówczesną twórczość słowami: Boże, jakie haniebnie niedobre wiersze pisałam! Niedawno znów je przeczytałam, chciałam zostawić coś na pamiątkę. Nie, niczego nie da się zostawić. Wszystko jest haniebne! Wszystko jest nie moje, ale cudze, wspólne – to, co pisali wówczas trzeciorzędni i czwartorzędni autorzy - to jednak pozostaje przekonanie, że musiała być niezwykła; jak wiele jedenastolatek można porównać choćby do czwartorzędnego poety?

„WSZYSCY SIEDZIMY W ŚLEPYCH KORYTARZACH“


Wiem już, że po serii MITY nie można się spodziewać przeciętnej literatury. Ale Hełm grozy wprawił mnie w osłupienie. To najbardziej dziwaczna i pokręcona książka, jaką przyszło mi czytać od czasów Wojny Le Clezio. I od razu powiem: bawiłam się świetnie!

Ja ciągle wszystkich ratuję!

Ludmiła Pietruszewska, Jest noc
Wydawnictwo Czarne

Ludmiła Pietruszewska (ur. 1938) jest rosyjską pisarką, autorką powieści, opowiadań (między innymi fantasy, za które została nagrodzona), licznych dramatów, bajek i wierszy. Jej twórczość długo czekała na docenienie z powodu cenzury – i nic dziwnego, biorąc pod uwagę, jak przygnębiającą rzeczywistość przedstawia. Króciutka powieść Jest noc ukazała się w 1992 roku, w Polsce – dopiero niedawno.

Rosja umiera


Irina Gołowkina, Pokonani
Wydawnictwo Czytelnik

Ostatnio mam szczęście do dobrych lektur. O tej dowiedziałam się dzięki blogowym listom ulubionych książek od A do Z – dwie czy trzy osoby wymieniły właśnie tę pozycję. Od dawna chciałam przeczytać jakąś powieść dziejącą się w Rosji, a miałam nadzieję, że skoro niejedna osoba zaliczyła Pokonanych do ulubionych lektur, mam spore szanse się nie rozczarować. I tak właśnie było.

Przenosimy się do Rosji lat 20. i 30. W wyniku rewolucji październikowej przedstawiciele arystokracji zostali zepchnięci przez komunistów poza margines społeczeństwa. Wychowanie w poczuciu honoru, godności, skromności i uprzejmości, umiłowaniu sztuki i kultury – to wszystko staje się zbrodnią przeciw partii. Ludzi, których jedyną winą było pochodzenie, wytyka się palcami, zrywa się z nimi znajomości, donosi się na nich. Nietykalni, trędowaci; wystarczy pokrewieństwo, znajomość, nieuważne słowo, by stoczyć się w otchłań razem z tymi duchami przeszłości, jak nazwani zostają w pewnym momencie represjonowani bohaterowie. Razem z nimi umiera dziedzictwo kulturowe kraju: a to wszystko w imię wspólnoty, równości, nowego bezklasowego społeczeństwa.

Gołowkina rysuje przed nami szczegółowy obraz społeczeństwa tamtych lat: obok najróżniejszych wysoko urodzonych bohaterów poznajemy także inteligencję i partyjnych, choć najważniejsi – i najliczniejsi – są przedstawiciele pierwszej grupy. Dawne i nowe znajomości, przypadkowe spotkania, rodzinne i sąsiedzkie relacje – wszystkie się ze sobą splatają, gdy świat arystokracji stopniowo się kurczy, zarówno w sensie fizycznym, gdy do wielopokojowych mieszkań dosiedla się wciąż nowych lokatorów, jak i psychicznym: gdy odchodzą kolejni bliscy, pętle śledczych coraz silniej i gęściej oplatają umysły i serca, zmuszając do życia w ciągłym strachu, niepewności, rozpaczy. Towarzyszymy bohaterom w ich codzienności, walce o przetrwanie, ale też w próbach normalnego życia, poszukiwaniu szczęścia na miarę czasów, w których przyszło im żyć.

Gra bogów

Vladimir Nabokov, Obrona Łużyna
Wydawnictwo Muza


Vladimira Nabokova (1899–1977) specjalnie przedstawiać nie trzeba. Pisarz rosyjsko- i anglojęzyczny, któremu światową sławę przyniosła Lolita, wydana w 1955 roku. Jego pierwszą powieścią była Maszeńka (1926); Obrona Łużyna – po rosyjsku – została wydana cztery lata później; na angielski przekład książka czekała 35 lat. Poza powieściami Nabokov napisał też kilka dramatów, opowiadania, wykłady o literaturze (z wykształcenia był filologiem, a w latach 1941-1959 wykładał literaturę na uczelniach amerykańskich). Wielką pasją pisarza były szachy – namiętnie układał szachowe zadania, a swoją fascynację wykorzystał do napisania Obrony Łużyna.

Powieść można streścić jednym zdaniem: opowiada o szachowym geniuszu, który z czasem popada w obłęd. Poznajemy go w dzieciństwie: niepozornego chłopca trzymającego się na uboczu, który pojmuje samą istotę gry; jeszcze nie znając zasad, przeczuwa, które ruchy są dobre. Szachy stają się dla niego ucieczką od codzienności, światem, w którym wszystko jest zrozumiałe, logiczne, piękne, fascynujące – a on sam jest, wydawałoby się, bezpieczny. Padają słowa: To gra bogów. Daje nieograniczone możliwości. Łużyn pnie się po szczeblach kariery, żeni się. Gra, która nigdy nie była dla niego jedynie rozrywką, stopniowo zaczyna powracać do niego w najróżniejszych momentach życia. W rzeczywistość wkradają się figury, po głowie krążą zadania, tu i tam – czarno-białe kwadraty. Pasja wymyka się spod kontroli, a geniusz okazuje się silniejszy od człowieka.

Nabokov bardzo starannie i w niezwykle przemyślany sposób konstruuje swoją powieść. Szachy pojawiają się nie tylko w warstwie fabularnej, ale także na innych poziomach: przede wszystkim cała historia jest zbudowana tak, jakby była zapisem partii, a życie głównego bohatera okazuje się grą. W toku opowieści, niczym w prawdziwej rozgrywce, pojawiają się liczne zapowiedzi tego, co nieuchronnie nastąpi: partia musi się zakończyć. Mnóstwo tu aluzji, szczegółów i szczególików, a wszystkie znaczące, bo – jak zresztą zauważa Leszek Engelking w posłowiu – u Nabokova nie ma nieistotnych detali. Narrator nie tłumaczy, nie komentuje wielu rzeczy, ale poprzez drobiazgi porozumiewa się z uważnym czytelnikiem.