Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eseje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eseje. Pokaż wszystkie posty

OKRUCHY (2)


Druga odsłona recenzyjnych okruchów, czyli trzy notki w jednej. Dzisiaj groch z kapustą, każda książka zupełnie inna. Znajdziecie coś dla siebie?

Meksykański sen


Do niewielu noblistów wracam z takim uporem, jak do Le Clezio. Chyba tylko Sienkiewicza przeczytałam więcej (filologia polska). Pierwsze moje spotkanie z francuskim pisarzem to był zachwyt. Drugie – umiarkowane rozczarowanie (na blogu nie ma, bo niespecjalnie chciało mi się pisać). Ale wciąż mnie coś do niego przyciąga.

Umiesz dziwić się światem?


Nie będę się za długo nad tą książką rozwodzić, bo w blogosferze krążą już chyba setki recenzji (ręka w górę, kto jeszcze o niej nie słyszał Nie ma nikogo? Tak myślałam). Fizyka mnie ani nie fascynuje, ani nie wzbudza we mnie paniki (pozdrawiam Tatę, który pewnie właśnie nade mną zapłakał ;)) i nazwisko Feynmana nic mi nie mówiło, póki nie zobaczyłam pierwszych recenzji. Ale już się trochę douczyłam, chociaż „relatywistyczna elektrodynamika kwantowa“ nadal mówi mi, ekhm, niewiele.

Filozofia biegania


Blogowy szał na Murakamiego jakoś mnie ominął, ale w zeszłym roku uległam modzie na bieganie :) Na typowe poradniki nie miałam ochoty, ale byłam bardzo ciekawa, co pisarz mówi, kiedy mówi o bieganiu. I szybko się okazało, że bieganie jest dla niego czymś znacznie więcej niż tylko formą sportu, a książka nie jest kierowana tylko do zapalonych maratończyków – choć jestem pewna, że gdyby nie moje osobiste doświadczenia (na razie skromne), przeczytałabym ją ze znacznie mniejszym zainteresowaniem.

Najdziwniejsza encyklopedia świata


Prawda, że intrygujący tytuł? Zastanawiałam się, czemu książka jest stosunkowo słabo znana.
Już wiem.
Dawno nie było na blogu kiepskiej recenzji (słówko wyjaśnienia: to dlatego, że nierokujące książki zwyczajnie porzucam, a nawet jeśli przebrnę, nie chce mi się o nich pisać), więc będzie mała odmiana. Nie miałam szczególnych oczekiwań, nie wiedziałam, czego można się po tej książce spodziewać; byłam tylko zaintrygowana i ciekawa. Niestety tym razem skończyło się rozczarowaniem.

Europa z lotu ptaka

Ludwik Stomma, Nasza różna Europa
Wydawnictwo ISKRY

Po Historiach niedocenionych miałam ochotę na więcej – i padło na Naszą różną Europę. Poprzednio było ciekawie, krótko i na temat, a zarazem swobodnie i ze swadą. Jak było tym razem?

Być czy mieć?


Zdzisław Skrok, Wymowność rzeczy
Wydawnictwo ISKRY

Zanim wpadłam na pomysł, by zostać redaktorem, marzyła mi się praca archeologa. Fascynowały mnie dawne kultury, przeszłość zamknięta w przedmiotach i to, jak wiele można wyczytać z kilku niepozornych skorup. O tym właśnie między innymi pisze w Wymowności rzeczy Zdzisław Skrok (ur. 1950), autor bardzo wielu książek dotyczących archeologii i dziejów cywilizacji.

Jak papież Urban II zrodził Osamę ben-Ladena... i inne historie


Ludwik Stomma, Historie niedocenione
Wydawnictwo ISKRY

Historia jest znacznie ciekawsza, kiedy już nie musimy uczyć się jej w szkole; kiedy kilka tysięcy lat nie ogranicza się do parudziesięciu dat, które „trzeba znać“ (co nie znaczy, że jestem przeciwniczką zapamiętania paru faktów, absolutnie nie!), a wydarzenia układają się w logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy, w którym jeden drobny fakt ma kolosalne konsekwencje. Taki właśnie spacer po przeszłości, ze świeżym spojrzeniem na kilkanaście wydarzeń znanych ze szkolnej ławy, oferuje nam Ludwik Stomma (ur. 1950) – etnolog, antropolog, profesor Sorbony – w swoim zbiorze esejów Historie niedocenione.

O miłości całkiem serio


Clive Staples Lewis, Cztery miłości
Wydawnictwo Media Rodzina

Książek Lewisa przeczytałam już kilka i zawsze chętnie sięgam po kolejną: lubię jego styl, lekkość, z jaką porusza ważne tematy, prostotę i szczerość, a przy okazji mam gwarancję, że czas przeznaczony na lekturę nie będzie zmarnowany, bo żadna z jego książek nie jest, z całym szacunkiem dla niektórych twórców, o niczym. Na półce czekają jeszcze trzy inne tytuły, a na razie w ramach rozważań wielkopostnych sięgnęłam sobie po Cztery miłości.

Księga dygresji i... roczek!


Trudno uwierzyć, że mój blog ma już rok, czuję się, jakbym zaczęła pisać kilka miesięcy temu :) Tymczasem pierwszy post pojawił się dokładnie 4.11.2011, gdy mój synek miał całe trzy miesiące. Szczerze mówiąc ani ja, ani mój Mąż nie przypuszczaliśmy, że wytrwam tak długo – z reguły strasznie się zapalam do każdego nowego pomysłu, by z czasem skazać go na zapomnienie... Tymczasem wciągnęło mnie to, co więcej – dużo mi dało. Zaczęłam znów więcej czytać, lektury dobieram w bardziej przemyślany sposób, częściej kończę książki i rzadziej kończy się to rozczarowaniem. Dzięki temu, że pisząc recenzję muszę sobie wszystko przemyśleć i poukładać, znacznie lepiej pamiętam przeczytane historie, co było moją zmorą na studiach: momentalnie wszystko ulatywało. 
Poznałam mnóstwo ciekawych osób, dzięki blogom sięgnęłam też po niejedną świetną książkę, o której inaczej pewnie nigdy bym nie usłyszała. Zdecydowanie lepiej poznałam fascynujący rynek książki dziecięcej – efektem są półki synka uginające się od lektur na teraz, na za chwilę i na "za jakiś czas" – a lista tych, które chciałabym mieć, wciąż jest długa. 
Udało mi się nie wpaść w pułapkę współpracy – kontaktów z wydawnictwami mam kilka, czytam tylko te książki, po które naprawdę i na pewno sama chciałam sięgnąć, i robię to we własnym tempie, a nie w ciągu dwóch tygodni od otrzymania książki. Zawsze starcza mi czasu na lektury własne i biblioteczne. Bardzo się z tego cieszę, bo nie potrafiłabym czytać na zamówienie, nie umiem też odmówić sobie polowania w bibliotece, a w ten sposób książki są po prostu miłym dodatkiem :)
Dziękuję Wam wszystkim, że jesteście, odwiedzacie, komentujecie, inspirujecie, że ktoś czyta moje wypociny (pozdrowienia dla największego fana, czyli mojego Męża, który wiernie czyta nawet piątki z poezją! :)). Bez Was na pewno bym tak długo nie wytrwała, tymczasem blog okazał się wspaniałą przygodą!

***

Karl-Markus Gauß, W gąszczu metropolii
Wydawnictwo Czarne

Karl-Markus Gauß (ur. 1954) jest austriackim pisarzem, eseistą, krytykiem literackim... znawcą środkowoeuropejskich mniejszości narodowych oraz literatury Europy Środkowej z czasów monarchii austro-węgierskiej. Otrzymał wiele nagród – nie tylko krajowych – i wydał wiele książek. W Polsce między innymi: Umierający Europejczycy, Europejski alfabet, Mieszkańcy Roany odchodzą pogodnie.

Muszę przyznać, że całkiem inaczej wyobrażałam sobie tę książkę. Podoba mi się tytuł, podoba okładka. Na stronie wydawnictwa możemy przeczytać, że autor w każdym zakątku świata znajduje outsiderów, których fascynujące losy warto wyciągnąć z mroku minionych lat. W czasie i przestrzeni przemierza Europę wygnańców i uciekinierów, w zaułkach miast tropi ślady ich dawnych mieszkańców. Z zainteresowaniem sięgałam po lekturę, by odnaleźć w niej galerię dziwaków, oryginałów, genialnych wyrzutków i wszystkich innych, którzy kryją się w cieniu miejskich murów. I rzeczywiście, czytając tę książkę poznamy wiele interesujących historii i ludzi, o których być może usłyszymy pierwszy (i ostatni?) raz. Ale...?

Spacer po literaturze

Jan Tomkowski, Ciemne skrzydła Ikara. O rozpaczy
Wydawnictwo ISKRY

Jan Tomkowski (ur. 1954) jest znanym współczesnym historykiem literatury, autorem wielu książek: zarówno przekrojowych publikacji, jak Literatura powszechna (Świat Książki, 2000) czy Literatura polska (PIW, 1993), jak i bardziej szczegółowych opracowań: Juliusz Słowacki i tradycje mistyki europejskiej, Mistyczny świat Williama Blake'a, Pokolenie Gombrowicza. Narodziny powieści XX wieku w Polsce i wielu innych. Pierwszy raz z prozą profesora spotkałam się na studiach, kiedy to w ramach przygotowań do egzeminu przeczytałam Mój pozytywizm. Tomkowski zachwycił mnie wtedy swoim stylem i ciekawymi interpretacjami, które zdecydowanie wyróżniały się na tle setek stron innych opracowań. Szkice o pozytywizmie (lekturę nieobowiązkową, a kto studiuje filologię, wie, jak wyglądają listy) pochłonęłam jak powieść i zapamiętałam nazwisko na lepsze czasy. Czasy te właśnie nadeszły, a ja po przerwie od tego typu tekstów z tym większą ochotą zagłębiłam się w kolejną pracę Tomkowskiego.

Ciemne skrzydła Ikara. O rozpaczy to zbiór szkiców, w których rozpacz raz jest punktem wyjścia, innym razem punktem dojścia, a jeszcze kiedy indziej swobodnie potraktowanym odniesieniem podczas przechadzek po literaturze. Skrzydła Ikara zawiodły autora znacznie dalej niż do rozważań o tym jednym stanie ducha. Pierwsze trzy części książki stanowią omówienie dzieł antycznych, renesansowych i XIX-wiecznych: mitów i Biblii, Stendhala, Prusa, Goethego, Szekspira (teksty w książce nie są uporządkowane chronologicznie, a tematycznie, stąd ten mały chaos). Tomkowski pisze przystępnie i bardzo ciekawie. Najbardziej spodobała mi się interpretacja mitu o Orfeuszu i Eurydyce – Tomkowski wyraża przekonanie, że gest Orfeusza nie był błędem ani pomyłką wynikającą z roztargnienia. Zerwanie układu stało się wynikiem chłodnej kalkulacji, a nie spontanicznej reakcji natchnionego poety. Idąc ku światłu, Orfeusz zdał sobie sprawę, że być może prowadzi za sobą widmo, a nie żywego człowieka. Nie przytoczę tu całego wywodu autora, ale jest on naprawdę interesujący, a jednocześnie poruszający. Bardzo ciekawy był też rozdział dotyczący Prusa czy Tragicznej historii Doktora Fausta autorstwa Christophera Marlowe'a – niedocenionej, zapomnianej, napisanej dwieście lat przed Goethem.

Wielkopostnie


Marie-Dominique Philippe OP, Pragnę. Rozważania o mądrości krzyża
Wydawnictwo W drodze

Ciekawy zbieg okoliczności, że wszystkie recenzowane przeze mnie do tej pory książki stricte religijne były autorstwa duchownych francuskich – a więc pochodzących z kraju wybitnie zlaicyzowanego. Tak jest i tym razem. Marie-Dominique Philippe urodził się w 1912 roku jako ósme z dwanaściorga dzieci, z których siedmioro (!) wybrało życie zakonne. Był doktorem teologii, dominikaninem, autorem wielu książek, wykładowcą i założycielem Wspólnoty Świętego Jana. Zmarł w 2006 roku.

Książka składa się z dwóch części. Pierwsza z nich to dziesięć wykładów zakonnika, w których pochyla się on nad kolejnymi zagadnieniami: samotnością, posłuszeństwem, pragnieniem, milczeniem, obecnością, miłością, radością... Wiele tych tematów i wiele cennych spostrzeżeń; myślę, że każdy może tu znaleźć coś dla siebie w zależności od tego, czego w danej chwili mu potrzeba. Autor bardzo dużo uwagi poświęca Maryi, tej, która współcierpiała: podkreśla, jak głęboko Matka weszła w mękę Syna i jak dosłownie w niej uczestniczyła. Te treści były dla mnie najciekawsze, ponieważ dopiero od niedawna odkrywam dla siebie Maryję; wydaje mi się, że w powszechnej świadomości jest bardzo niedoceniana, a lektura pomogła mi sobie uświadomić, jak szczególne miejsce zajmowała w dziele odkupienia. Ale, jak czytamy: Trzeba być przyciąganym przez Jezusa, aby odkryć Maryję, inaczej jej nie odkryjemy, stanowi Ona zbyt wielką tajemnicę.

W drugiej części znajdziemy dwadzieścia jeden homilii wygłoszonych przez dominikanina na przestrzeni wielu lat. Teksty są króciutkie, mają średnio cztery-pięć stron, więc świetnie się nadają na chwilę refleksji na początek dnia lub przed spaniem. Na końcu znajdziemy bibliografię odsyłającą nas do cytowanych pozycji, przy czym uwzględnia ona publikacje polskojęzyczne, więc można z niej skorzystać (czego nie było na przykład w Uśmiechu Pana Boga, i wtedy się czepiałam).

Zawsze się radujcie! (1 Tes 5, 16)


Benjamin Boisson, Uśmiech Pana Boga
Wydawnictwo Promic, seria Ichtis

Benjamin Boisson, francuski teolog i ksiądz Wspólnoty Błogosławieństw. Przez wiele lat prowadził audycję na temat humoru chrześcijańskiego. Obecnie organizuje weekendy „Śmiech i Modlitwa”.

Książka zapowiadała się bardzo obiecująco. Wiele osób wciąż wyobraża sobie, że religia to zbiór nakazów i zakazów, a wiara i modlitwa kojarzy im się z nudą. Z tym krzywdzącym stereotypem stara się walczyć Benjamin Boisson, uświadamiając ludziom, że Bóg też ma poczucie humoru, a chrześcijanin może – i powinien! – być radosny.

Uśmiech Pana Boga to długi esej omawiający istotę humoru chrześcijańskiego, jego niebagatelne znaczenie w życiu człowieka i historię: od Biblii przez papieży, świętych, literaturę religijną. W swoich rozważaniach autor jednoznacznie wykazuje (i popiera swoje tezy licznymi argumentami), że stereotyp chrześcijanina-smutasa jest zupełnie nieprawdziwy i krzywdzący: prawdziwy chrześcijanin to człowiek, który żyje w zgodzie ze sobą i z otaczającym go światem, a więc jest pełen pogody ducha i potrafi się cieszyć i śmiać, a nawet więcej - radość jest jego znakiem rozpoznawczym. Przytacza liczne przykłady z Pisma Świętego świadczące o tym, że także Bóg jest obdarzony poczuciem humoru. Niektóre z nich wydają się naciągane (pod poczucie humoru Boisson podciąga na przykład wszystkie środki stylistyczne – wiadomo, że metafora odczytywana dosłownie wywoła zwykle komiczny efekt, ale nie o to przecież chodzi...), inne z kolei są bardzo ciekawe i muszę przyznać, że o ile śmiejąca się Sara jest w tym kontekście dość oczywistym przykładem, o tyle na inne przytoczone przez autora wcześniej nie zwróciłam uwagi.

Sami sobie cudzy

Maria Janion, Niesamowita Słowiańszczyzna. Fantazmaty Literatury


Z pewną nieśmiałością zabieram się do tego wpisu. Maria Janion, profesor literatury polskiej, wybitna znawczyni polskiego i europejskiego romantyzmu, jest jednym z moich absolutnie ulubionych badaczy literatury (notabene w Wigilię obchodziła 85. urodziny). Jej teksty krytyczne zawsze czytałam z prawdziwą przyjemnością – bliski jest mi jej język, sposób pisania o twórczości, kulturze, historii, ideach. Parę lat temu miałam przyjemność zagłębić się w świetne opracowanie jej autorstwa Wampir. Biografia symboliczna (polecam! Pierwsza część to historia kształtowania się motywu wampira, analiza mitu z perspektywy kulturowej, literackiej i psychologicznej oraz rozważania na temat funkcjonowanie tego motywu na przestrzeni wieków – aż do dziś; druga część to antologia tekstów o wampirach – moim skromnym zdaniem nieporównanie ciekawsza od Zmierzchu).

Gdy usłyszałam o książce Niesamowita Słowiańszczyzna, byłam pewna, że chcę ją przeczytać. Obiecujący tytuł, przyciągająca wzrok okładka. Miałam nadzieję, że ta lektura pomoże mi wypełnić wielki brak, który od dawna odczuwam – niedostatek zakorzenienia w naszym słowiańskim dziedzictwie. Zastanawialiście się, dlaczego w szkole podstawowej i później uczymy się o Heraklesie, Atlasie, Hestii, Nike, Posejdonie, muzach, Gracjach... a nie wiemy nic o bogach, w których wierzyli nasi przodkowie? Nie chcę tutaj umniejszać znaczenia greckiej i rzymskiej mitologii dla naszego kręgu kulturowego, bo są niezaprzeczalnie jednym z fundamentów polskiej (bo w ogóle europejskiej) literatury i sztuki. Jestem jednak przekonana, że gdzieś obok tych śródziemnomorskich mitów powinno się znaleźć miejsce także dla naszych rodzimych, zmarginalizowanych wierzeń. Autorka również zwraca na to uwagę w podrozdziale zatytułowanym Co się stało z mitologią słowiańską? oraz tytułując pierwszy rozdział swojej pracy Sami sobie cudzy. Bo tak naprawdę przyjmując chrzest i wiarę rzymskokatolicką, wstępując tym samym w krąg kultury zachodniej, zrezygnowaliśmy z naszych wschodnich korzeni. Maria Janion pokazuje, jak przez wieki błąkamy się zawieszeni gdzieś między pogardzanym wschodem a podziwianym zachodem, próbujemy się odciąć od tej „gorszej” części Europy, a jednak wciąż nie jesteśmy w stanie zaprzeczyć związkom historyczno-kulturowym, które ciągną nas w tamtym kierunku. Przywołuje też pogląd Jerzego Kłoczowskiego, według którego Polska – mimo rozmaitych perypetii – odnajduje się szczęśliwie w kręgu zachodnim. Czy tak jest rzeczywiście? Moim zdaniem nadal ciąży nam kompleks niższości, sami siebie spychamy na bok. I cały czas się obawiamy. Dlatego też, jak pisze autorka: Jako prawdziwi łacińscy, katoliccy, śródziemnomorscy Europejczycy nie możemy za bardzo utożsamiać się ze Słowiańszczyzną, bo to by nas zbliżało do „gorszości” Rosji (...). Do dziś odczuwamy wobec niej wyższość, ale i jakieś pokrewieństwo z jej „niższością”.