Ostatnio w moich lekturach zaczynają
królować staruszki :) Były Podróże Maudie Tipstaff, było Im szybciej idę, tym jestem mniejsza, a
dziś kolejna książka z serii Gorzka czekolada, której chyba
zostanę fanką.
Pierwsze wrażenie jest bardzo podobne, choć Emma Healey jest Brytyjką, a nie Norweżką: główna bohaterka ma ponad
osiemdziesiąt lat i próbuje oswoić otaczającą ją rzeczywistość.
Ponownie zaskoczyło mnie, z jaką empatią młoda autorka oddała
emocje i myśli staruszki, ponownie miałam okazję przeczytać
książkę lekką, sympatyczną, ciepłą – a jednak smutną i
poruszającą.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjemne ale nie głupie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjemne ale nie głupie. Pokaż wszystkie posty
NA LATO... MROŻEK!
Mrożka
polubiłam jeszcze na studiach, a to taki w-sam-raz-wakacyjny autor.
Bardzo dobrze pamiętam trzy-, czterostronnicowe opowiadania, a Małe
listy są jeszcze skromniejsze w formie. A więc króciutkie, lekkie,
dowcipne, do podczytywania po kilka nad jeziorem albo przy grillu :) (jak już jesień się skończy)
CHORWACKA BRIDGET JONES?
Okładka przyciąga wzrok, choć na zdjęciu w sepii tego nie widać – w rzeczywistości pstrokacizna wali po oczach :) Co prawda
mam jakiś podświadomy filtr na serduszka i kwiatuszki, ale mam też
radar na ikonki niektórych wydawnictw – i tak logo Czarnego kazało
mi przyjrzeć się jej bliżej. No i proszę, okazało
się, że w tym cudacznym opakowaniu mamy coś zupełnie innego niż
powieść z mojego ulubionego nurtu „literatury kobiecej“.
Jesienny czasoumilacz
Po tak zwaną „lekką“ literaturę
sięgam zawsze z największą ostrożnością, bo w co najmniej
czterech przypadkach na pięć kosztuje mnie ona więcej nerwów i
stresu niż kosztowałaby wysiłku intelektualnego jakaś porządna
lektura. To ja pięknie dziękuję za taki relaks! Tym razem byłam
zdesperowana, bo z dnia na dzień poczułam się beznadziejnie i całe
popołudnie spędziłam na kanapie, w swetrze i pod kocem (dla tych,
którzy mnie nie znają – wśród znajomych jestem legendą, długi
rękaw zakładam tylko jesienią i zimą, a i to wyłącznie na
dworze). Tym razem miałam dużo szczęścia, że akurat pod ręką
znalazła się Kuchnia Franceski.
Umiesz dziwić się światem?
Nie będę się za długo nad tą
książką rozwodzić, bo w blogosferze krążą już chyba setki
recenzji (ręka w górę, kto jeszcze o niej nie słyszał Nie ma
nikogo? Tak myślałam). Fizyka mnie ani nie fascynuje, ani nie
wzbudza we mnie paniki (pozdrawiam Tatę, który pewnie właśnie
nade mną zapłakał ;)) i nazwisko Feynmana nic mi nie mówiło,
póki nie zobaczyłam pierwszych recenzji. Ale już się trochę
douczyłam, chociaż „relatywistyczna elektrodynamika kwantowa“
nadal mówi mi, ekhm, niewiele.
Polszczyzno, dokąd zmierzasz?
Uwierzycie, że książka o języku
polskim może wciągać, bawić, może się okazać czymś „lekkim
i przyjemnym“ do poczytania w gorące popołudnie? Takie jest
właśnie Wszystko zależy od przyimka. Może nie jestem
zupełnie obiektywna (należę do
mniejszości, którą – podobnie jak Bralczyka – scs na polonistyce fascynował; a gramatyka
historyczna jeszcze bardziej!), w każdym razie przeczytałam ją
szybko, z przyjemnością i dużym zainteresowaniem.
Życie zaczyna się po pięćdziesiątce
Do
Grahama Greene'a (1904-1991) przymierzałam się od bardzo dawna,
wydaje mi się nawet, że czytałam kiedyś coś po angielsku, jednak to nie na moje możliwości językowe. Podróże z moją ciotką urzekły mnie
jeszcze zanim wzięłam tę książkę do ręki: zagięte rogi, poplamiona
okładka, sympatyczny tytuł i urocza ilustracja na przedzie. Wnętrze
jest równie urzekające.
O świrach dla świrów
Sięgnęłam
po tę książkę – jak zwykle nie wiedząc dokładnie, czego się
spodziewać – tylko dzięki temu, że pojawiła się na kilku
blogach. To stara, niewielka powieść o książkoświrach. Celowo
nie użyłam tu słowa „bibliofil“, „zapalony czytelnik“ czy
innego względnie normalnego określenia – bo czym innym jest
kochać książki, a czym innym naprawdę nimi – tylko nimi –
żyć. Bohaterowie Pruszkowskiej należą do tej drugiej grupy.
Garść wspomnień
Anna
Drzewiecka, Ciotki
Wydawnictwo
M
O
Annie Drzewieckiej nigdy nie słyszałam i po pobieżnym przejrzeniu
zasobów internetu niewiele się w tej kwestii zmieniło – wszędzie
widnieje po prostu jako autorka Ciotek. Nie wiem nawet, kiedy
dokładnie się urodziła, choć należy z pewnością do pokolenia
moich rodziców: pod koniec książki zdradza, że ma dwie dorosłe
córki. Można się zastanawiać, czy warto sięgać po wspomnienia
ludzi zupełnie nieznanych; moim zdaniem tak, bo autorka opisuje
świat swojego dzieciństwa, a więc świat, którego nie poznałam i
nigdy nie poznam, bo to już kawałek historii.
Wychować dzieci i nie zwariować
Agnieszka
Grzelak, Matecznik
Wydawnictwo
W drodze
Takiej
właśnie książki szukałam ostatnio, kiedy mój nieszczęśliwy
wybór padł na Coś pożyczonego. A Matecznik stał tuż obok na
półce! Książka przyjemna, ale nie odmóżdżająca, zabawna, ale
nie głupawa, czyta się szybko, ale nie po to, by za moment
zapomnieć. Tego mi było trzeba!
Agnieszka
Grzelak jest matką czterech córek, autorką bajek i książek
fantastycznych (Herbata szczęścia, Córka Szklarki, Ścieżki
Avenidów), mieszka w domu pod Warszawą i maluje. Matecznik to
pamiętnik – zapiski obejmujące jeden rok szkolny. Jak zapewnia
autorka – zapiski prawdziwe, choć imię głównej bohaterki
zostało zmienione.
Weronika Wrzos ma więc 38 lat i cztery córki w
wieku 3,5; 6,5; 8,5 i 10,5. Od jedenastu lat "siedzi w domu"
z dziećmi, choć usiąść tak naprawdę niezbyt często się jej
udaje. Na kartach pamiętnika walczy z frustracją i zmęczeniem,
które gromadzą się w niej po codziennym gotowaniu obiadu,
codziennym sprzątaniu, codziennym rozdzielaniu kłócących się
córek i codziennym wynajdywaniu zajęć nudzącym się dzieciom.
Bohaterka usilnie próbuje wyskubać pojedyncze momenty na naukę
języków, malowanie, wyszywanie czy lekturę, ale jej tęsknota za
samotnością pozostaje wciąż niezaspokojona. Kierat domowych
obowiązków pozbawia ją sił i chęci do życia, choć wystarczy
chwila ciszy i słońce w ogrodzie, by odzyskała trochę energii. Nie
brakuje jednocześnie momentów wzruszających, pięknych i
zabawnych. Autorka waha się wciąż pomiędzy wyrzutami sumienia a
pragnieniem pobycia chwilę ze sobą i dla siebie. Z jednej strony
dziwiłam się, jak wiele spraw irytuje Weronikę – sama jestem
bardzo nerwowa, a jednak nie zawsze potrafiłam ją zrozumieć. Z
drugiej: nie mogłam wyjść z podziwu, jak wspaniale umie panować
nad emocjami. Ciężko jest żyć w ciągłym hałasie i chaosie, gdy
z natury jest się samotnikiem.
Jennifer Weiner, Małe trzęsienia ziemi
Książka trafiła do mnie przypadkiem i postanowiłam ją przeczytać ze względu na aktualnie bliski mi temat, mianowicie świat wywracający się do góry nogami w chwili narodzin dziecka :) Sięgnęłam po nią tuż po tym, jak na świecie pojawił się nasz synek i był to świetny wybór na te pierwsze chwile po porodzie!
Dopiero później przypomniałam sobie, że parę lat temu czytałam inne książki autorstwa Jennifer Weiner - Kochając Większą Kobietę oraz Siostry (ekranizacja tej ostatniej, moim zdaniem dość słaba, była niedawno w telewizji). Obydwie wspominam bardzo miło, była to typowa kobieca literatura, lekka i niewymagająca, ale przyjemna, ciepła i zabawna. Tym chętniej zabrałam się za lekturę.
Z okładki: Becky, Kelly i Ayinde będą miały dzieci. Przychodzący na świat szkrab staje się radością ich życia, choć z jego pojawieniem wiążą się zarówno cudowne chwile, jak i cierpienie. Młodym kobietom towarzyszą przestraszeni mężowie oraz siostry, matki i teściowe. Dołącza do nich Lia (...). Autorka prowadzi nas przez świat przeżyć młodych matek, traktując swe bohaterki ciepło i z humorem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







