Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjemne ale nie głupie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjemne ale nie głupie. Pokaż wszystkie posty

Elizabeth zniknęła.


Ostatnio w moich lekturach zaczynają królować staruszki :) Były Podróże Maudie Tipstaff, było Im szybciej idę, tym jestem mniejsza, a dziś kolejna książka z serii Gorzka czekolada, której chyba zostanę fanką. Pierwsze wrażenie jest bardzo podobne, choć Emma Healey jest Brytyjką, a nie Norweżką: główna bohaterka ma ponad osiemdziesiąt lat i próbuje oswoić otaczającą ją rzeczywistość. Ponownie zaskoczyło mnie, z jaką empatią młoda autorka oddała emocje i myśli staruszki, ponownie miałam okazję przeczytać książkę lekką, sympatyczną, ciepłą – a jednak smutną i poruszającą.

NA LATO... MROŻEK!


Mrożka polubiłam jeszcze na studiach, a to taki w-sam-raz-wakacyjny autor. Bardzo dobrze pamiętam trzy-, czterostronnicowe opowiadania, a Małe listy są jeszcze skromniejsze w formie. A więc króciutkie, lekkie, dowcipne, do podczytywania po kilka nad jeziorem albo przy grillu :) (jak już jesień się skończy)

CHORWACKA BRIDGET JONES?


Okładka przyciąga wzrok, choć na zdjęciu w sepii tego nie widać – w rzeczywistości pstrokacizna wali po oczach :) Co prawda mam jakiś podświadomy filtr na serduszka i kwiatuszki, ale mam też radar na ikonki niektórych wydawnictw – i tak logo Czarnego kazało mi przyjrzeć się jej bliżej. No i proszę, okazało się, że w tym cudacznym opakowaniu mamy coś zupełnie innego niż powieść z mojego ulubionego nurtu „literatury kobiecej“.  

PRZERYWNIK!

Jaka to fajna książka! Miałam ją na czytniku od dawna, w końcu wzięłam od Rodziców papierową wersję (zawsze krócej czeka w kolejce); gdybym wiedziała, że lektura zajmie mi pół godziny, zrobiłabym to kilka lat temu. Choć wtedy pewnie nie doceniłabym jej tak jak dziś.

Jesienny czasoumilacz


Po tak zwaną „lekką“ literaturę sięgam zawsze z największą ostrożnością, bo w co najmniej czterech przypadkach na pięć kosztuje mnie ona więcej nerwów i stresu niż kosztowałaby wysiłku intelektualnego jakaś porządna lektura. To ja pięknie dziękuję za taki relaks! Tym razem byłam zdesperowana, bo z dnia na dzień poczułam się beznadziejnie i całe popołudnie spędziłam na kanapie, w swetrze i pod kocem (dla tych, którzy mnie nie znają – wśród znajomych jestem legendą, długi rękaw zakładam tylko jesienią i zimą, a i to wyłącznie na dworze). Tym razem miałam dużo szczęścia, że akurat pod ręką znalazła się Kuchnia Franceski.

Umiesz dziwić się światem?


Nie będę się za długo nad tą książką rozwodzić, bo w blogosferze krążą już chyba setki recenzji (ręka w górę, kto jeszcze o niej nie słyszał Nie ma nikogo? Tak myślałam). Fizyka mnie ani nie fascynuje, ani nie wzbudza we mnie paniki (pozdrawiam Tatę, który pewnie właśnie nade mną zapłakał ;)) i nazwisko Feynmana nic mi nie mówiło, póki nie zobaczyłam pierwszych recenzji. Ale już się trochę douczyłam, chociaż „relatywistyczna elektrodynamika kwantowa“ nadal mówi mi, ekhm, niewiele.

Polszczyzno, dokąd zmierzasz?


Uwierzycie, że książka o języku polskim może wciągać, bawić, może się okazać czymś „lekkim i przyjemnym“ do poczytania w gorące popołudnie? Takie jest właśnie Wszystko zależy od przyimka. Może nie jestem zupełnie obiektywna (należę do mniejszości, którą – podobnie jak Bralczyka – scs na polonistyce fascynował; a gramatyka historyczna jeszcze bardziej!), w każdym razie przeczytałam ją szybko, z przyjemnością i dużym zainteresowaniem.

Najzabawniejsza książka, jaką znam


Tragiczna okładka jednego z kolejnych wydań – kojarzy mi się z poradnikiem dla rodziców i na pewno nie wzięłabym jej z biblioteki, błądząc między półkami. Sama książka ukazała się krótko po wojnie. I jest wspaniała!

Życie zaczyna się po pięćdziesiątce


Do Grahama Greene'a (1904-1991) przymierzałam się od bardzo dawna, wydaje mi się nawet, że czytałam kiedyś coś po angielsku, jednak to nie na moje możliwości językowe. Podróże z moją ciotką urzekły mnie jeszcze zanim wzięłam tę książkę do ręki: zagięte rogi, poplamiona okładka, sympatyczny tytuł i urocza ilustracja na przedzie. Wnętrze jest równie urzekające.

O świrach dla świrów


Sięgnęłam po tę książkę – jak zwykle nie wiedząc dokładnie, czego się spodziewać – tylko dzięki temu, że pojawiła się na kilku blogach. To stara, niewielka powieść o książkoświrach. Celowo nie użyłam tu słowa „bibliofil“, „zapalony czytelnik“ czy innego względnie normalnego określenia – bo czym innym jest kochać książki, a czym innym naprawdę nimi – tylko nimi – żyć. Bohaterowie Pruszkowskiej należą do tej drugiej grupy.

Pan od wszystkiego

Jan Karon, W moim Mitford
Wydawnictwo Zysk i S-ka, seria Kameleon

Amerykański bestseller, jak dumnie głosi okładka :) Jednak, o dziwo, tym razem nie rozczarowuje. Jak na bestseller przystało, książka jest miła i przyjemna, ciepła, lekka – ale nie głupia. A takich mi czasem bardzo potrzeba.


Garść wspomnień


Anna Drzewiecka, Ciotki
Wydawnictwo M

O Annie Drzewieckiej nigdy nie słyszałam i po pobieżnym przejrzeniu zasobów internetu niewiele się w tej kwestii zmieniło – wszędzie widnieje po prostu jako autorka Ciotek. Nie wiem nawet, kiedy dokładnie się urodziła, choć należy z pewnością do pokolenia moich rodziców: pod koniec książki zdradza, że ma dwie dorosłe córki. Można się zastanawiać, czy warto sięgać po wspomnienia ludzi zupełnie nieznanych; moim zdaniem tak, bo autorka opisuje świat swojego dzieciństwa, a więc świat, którego nie poznałam i nigdy nie poznam, bo to już kawałek historii.

Wychować dzieci i nie zwariować


Agnieszka Grzelak, Matecznik
Wydawnictwo W drodze


Takiej właśnie książki szukałam ostatnio, kiedy mój nieszczęśliwy wybór padł na Coś pożyczonego. A Matecznik stał tuż obok na półce! Książka przyjemna, ale nie odmóżdżająca, zabawna, ale nie głupawa, czyta się szybko, ale nie po to, by za moment zapomnieć. Tego mi było trzeba!

Agnieszka Grzelak jest matką czterech córek, autorką bajek i książek fantastycznych (Herbata szczęścia, Córka Szklarki, Ścieżki Avenidów), mieszka w domu pod Warszawą i maluje. Matecznik to pamiętnik – zapiski obejmujące jeden rok szkolny. Jak zapewnia autorka – zapiski prawdziwe, choć imię głównej bohaterki zostało zmienione.

Weronika Wrzos ma więc 38 lat i cztery córki w wieku 3,5; 6,5; 8,5 i 10,5. Od jedenastu lat "siedzi w domu" z dziećmi, choć usiąść tak naprawdę niezbyt często się jej udaje. Na kartach pamiętnika walczy z frustracją i zmęczeniem, które gromadzą się w niej po codziennym gotowaniu obiadu, codziennym sprzątaniu, codziennym rozdzielaniu kłócących się córek i codziennym wynajdywaniu zajęć nudzącym się dzieciom. Bohaterka usilnie próbuje wyskubać pojedyncze momenty na naukę języków, malowanie, wyszywanie czy lekturę, ale jej tęsknota za samotnością pozostaje wciąż niezaspokojona. Kierat domowych obowiązków pozbawia ją sił i chęci do życia, choć wystarczy chwila ciszy i słońce w ogrodzie, by odzyskała trochę energii. Nie brakuje jednocześnie momentów wzruszających, pięknych i zabawnych. Autorka waha się wciąż pomiędzy wyrzutami sumienia a pragnieniem pobycia chwilę ze sobą i dla siebie. Z jednej strony dziwiłam się, jak wiele spraw irytuje Weronikę – sama jestem bardzo nerwowa, a jednak nie zawsze potrafiłam ją zrozumieć. Z drugiej: nie mogłam wyjść z podziwu, jak wspaniale umie panować nad emocjami. Ciężko jest żyć w ciągłym hałasie i chaosie, gdy z natury jest się samotnikiem.

Jennifer Weiner, Małe trzęsienia ziemi


Książka trafiła do mnie przypadkiem i postanowiłam ją przeczytać ze względu na aktualnie bliski mi temat, mianowicie świat wywracający się do góry nogami w chwili narodzin dziecka :) Sięgnęłam po nią tuż po tym, jak na świecie pojawił się nasz synek i był to świetny wybór na te pierwsze chwile po porodzie!
Dopiero później przypomniałam sobie, że parę lat temu czytałam inne książki autorstwa Jennifer Weiner - Kochając Większą Kobietę oraz Siostry (ekranizacja tej ostatniej, moim zdaniem dość słaba, była niedawno w telewizji). Obydwie wspominam bardzo miło, była to typowa kobieca literatura, lekka i niewymagająca, ale przyjemna, ciepła i zabawna. Tym chętniej zabrałam się za lekturę.

Z okładki: Becky, Kelly i Ayinde będą miały dzieci. Przychodzący na świat szkrab staje się radością ich życia, choć z jego pojawieniem wiążą się zarówno cudowne chwile, jak i cierpienie. Młodym kobietom towarzyszą przestraszeni mężowie oraz siostry, matki i teściowe. Dołącza do nich Lia (...). Autorka prowadzi nas przez świat przeżyć młodych matek, traktując swe bohaterki ciepło i z humorem.