Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/10. Pokaż wszystkie posty

Trylogia po raz ostatni


No i nie mogło być tak pięknie. Trzeci tom bardzo się różni od dwóch pozostałych. Wydarzenia rozgrywają się na Ziemi (nuuudaa), powieść jest dwa razy grubsza niż poprzednie części, Ransom pojawia się dość późno, a całość... rozczarowuje.

Alice Munro - odsłona druga i na razie ostatnia

Alice Munro, Drogie życie
Wydawnictwo Literackie

Po pierwszym spotkaniu z Alice Munro (debiutancki tom Taniecszczęśliwych cieni) bardzo byłam ciekawa jej późniejszych utworów: jeśli ktoś tak zaczyna, co ma do powiedzenia po wielu latach pracy literackiej i, po prostu, życia? Jednak ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu najnowszy tom opowiadań kanadyjskiej pisarki okazał się dla mnie rozczarowaniem.

Baśniowość po holendersku

Anton Coolen, Kobieta i jej sześciu braci śpiących
Państwowy Instytut Wydawniczy, seria KIK

Książka niderlandzkiego pisarza jest ze wszech miar dziwna. Przyciągnął mnie baśniowo brzmiący tytuł i fragmenty opisu z okładki, które obiecywały „nastrój romantycznej ballady“ oraz „losy owianego atmosferą niesamowitości i egzotyki zamku“. W trakcie lektury zwątpiłam, ale że bardzo ciężko znaleźć coś o tej książce w sieci, zdecydowałam się doczytać i przysłużyć się potomnym garścią informacji.

Trzy opowieści i co z tego wynika?


Olga Tokarczuk, Ostatnie historie
Wydawnictwo Literackie

Bardzo lubię twórczość Olgi Tokarczuk, do tej pory każda jej książka pozytywnie mnie zaskakiwała i okazywała się wyjątkowa. Udało mi się nawet niedawno uczestniczyć w większości spotkania z pisarką w mojej bibliotece. Z Ostatnimi historiami mam jednak problem.

Fantastyka zupełnie niefantastyczna


Robert Silverberg, Umierając żyjemy
Dom Wydawniczy Rebis, seria Salamandra

Robert Silverberg (ur. 1935) jest znanym amerykańskim pisarzem science fiction, i choć nie jestem zagorzałą fanką tego gatunku, jego niewielka powieść W dół do ziemi podobała mi się – na tyle, by sięgnąć po coś jeszcze. Interesujące, że Umierając żyjemy okazało się zupełnie inną, a jednocześnie w swojej istocie bardzo podobną lekturą.

Niewiele tu fantastyki – to bardziej powieść psychologiczna. Fabuła osadzona jest w latach 70. ubiegłego wieku, a jedyny pomysł wykraczający poza ograniczenia naszego świata to zdolności głównego bohatera: słyszy on myśli innych ludzi. Dar tyleż ciekawy, co kłopotliwy; przysporzył Davidowi wiele przykrości i zmusił do szybszego dorastania: ciężko ufać rodzicom, których myśli niezgodne ze słowami widzi się jak na dłoni; ciężko zachować niewinność i dziecięce spojrzenie na świat, gdy słyszy się milion głosów na minutę. Ciężko znaleźć swoje miejsce, mając świadomość, jak bardzo nie pasuje się do innych. A jednak gdy niesamowita zdolność zaczyna stopniowo zanikać, bohater jest jeszcze bardziej zagubiony – nigdy nie był jak inni, a teraz nie może być nawet tym, kim był przez te wszystkie lata.

Księga dygresji i... roczek!


Trudno uwierzyć, że mój blog ma już rok, czuję się, jakbym zaczęła pisać kilka miesięcy temu :) Tymczasem pierwszy post pojawił się dokładnie 4.11.2011, gdy mój synek miał całe trzy miesiące. Szczerze mówiąc ani ja, ani mój Mąż nie przypuszczaliśmy, że wytrwam tak długo – z reguły strasznie się zapalam do każdego nowego pomysłu, by z czasem skazać go na zapomnienie... Tymczasem wciągnęło mnie to, co więcej – dużo mi dało. Zaczęłam znów więcej czytać, lektury dobieram w bardziej przemyślany sposób, częściej kończę książki i rzadziej kończy się to rozczarowaniem. Dzięki temu, że pisząc recenzję muszę sobie wszystko przemyśleć i poukładać, znacznie lepiej pamiętam przeczytane historie, co było moją zmorą na studiach: momentalnie wszystko ulatywało. 
Poznałam mnóstwo ciekawych osób, dzięki blogom sięgnęłam też po niejedną świetną książkę, o której inaczej pewnie nigdy bym nie usłyszała. Zdecydowanie lepiej poznałam fascynujący rynek książki dziecięcej – efektem są półki synka uginające się od lektur na teraz, na za chwilę i na "za jakiś czas" – a lista tych, które chciałabym mieć, wciąż jest długa. 
Udało mi się nie wpaść w pułapkę współpracy – kontaktów z wydawnictwami mam kilka, czytam tylko te książki, po które naprawdę i na pewno sama chciałam sięgnąć, i robię to we własnym tempie, a nie w ciągu dwóch tygodni od otrzymania książki. Zawsze starcza mi czasu na lektury własne i biblioteczne. Bardzo się z tego cieszę, bo nie potrafiłabym czytać na zamówienie, nie umiem też odmówić sobie polowania w bibliotece, a w ten sposób książki są po prostu miłym dodatkiem :)
Dziękuję Wam wszystkim, że jesteście, odwiedzacie, komentujecie, inspirujecie, że ktoś czyta moje wypociny (pozdrowienia dla największego fana, czyli mojego Męża, który wiernie czyta nawet piątki z poezją! :)). Bez Was na pewno bym tak długo nie wytrwała, tymczasem blog okazał się wspaniałą przygodą!

***

Karl-Markus Gauß, W gąszczu metropolii
Wydawnictwo Czarne

Karl-Markus Gauß (ur. 1954) jest austriackim pisarzem, eseistą, krytykiem literackim... znawcą środkowoeuropejskich mniejszości narodowych oraz literatury Europy Środkowej z czasów monarchii austro-węgierskiej. Otrzymał wiele nagród – nie tylko krajowych – i wydał wiele książek. W Polsce między innymi: Umierający Europejczycy, Europejski alfabet, Mieszkańcy Roany odchodzą pogodnie.

Muszę przyznać, że całkiem inaczej wyobrażałam sobie tę książkę. Podoba mi się tytuł, podoba okładka. Na stronie wydawnictwa możemy przeczytać, że autor w każdym zakątku świata znajduje outsiderów, których fascynujące losy warto wyciągnąć z mroku minionych lat. W czasie i przestrzeni przemierza Europę wygnańców i uciekinierów, w zaułkach miast tropi ślady ich dawnych mieszkańców. Z zainteresowaniem sięgałam po lekturę, by odnaleźć w niej galerię dziwaków, oryginałów, genialnych wyrzutków i wszystkich innych, którzy kryją się w cieniu miejskich murów. I rzeczywiście, czytając tę książkę poznamy wiele interesujących historii i ludzi, o których być może usłyszymy pierwszy (i ostatni?) raz. Ale...?

Przyjaciółki na zawsze

Rebecca Wells, Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya
Wydawnictwo Zysk i S-ka

Jestem chora i przymulona, więc dziś zamiast recenzji tylko krótka notka o książce, którą przeczytałam już jakiś czas temu – Boskich sekretach siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya. Filmu nigdy nie widziałam, po powieść sięgnęłam zachęcona bardzo pozytywną recenzją na jednym z blogów. Odczucia mam... mieszane.

Siostrzane stowarzyszenie Ya-Ya to cztery przyjaciółki, które znają się niemal całe życie: od dzieciństwa do czasów, w których rozgrywa się podstawowa fabuła, a więc wieku niemal siedemdziesięciu lat. Wspierają się, razem dojrzewają i zmagają się z przeciwnościami, zawsze służąc sobie nawzajem przede wszystkim obecnością. Na pierwszy plan wysuwa się Vivi Walker, której relacje z córką, Siddą, są szkieletem tej historii.

Mark Twain dla dorosłych



Mark Twain, Pod gołym niebem
Wydawnictwo Iskry


Mark Twain (1835–1910), a naprawdę Samuel Langhorne Clemens, jest jednym z najbardziej znanych amerykańskich pisarzy – przez Williama Faulknera nazwany nawet "ojcem amerykańskiej literatury" – jednak dla większości czytelników pozostaje autorem Przygód Tomka Sawyera, Przygód Hucka Finna czy Księcia i żebraka. Tymczasem napisał sporo opowiadań i powieści dla dorosłych, w tym kilka autobiograficznych: Pod gołym niebem, Włóczęga za granicą, Życie na Missisipi.

Od razu muszę zaznaczyć, że Pod gołym niebem to bardziej powieść niż autobiografia. Towarzyszymy w niej młodemu bohaterowi podróżującemu po zachodnich Stanach: głównie Kalifornii i Nevadzie, gdzie uległ gorączce złota i srebra i dołączył do licznych poszukiwaczy cennych kruszców. W dalszej części porzuca on marzenia o bogactwie (albo raczej one porzucają jego) i zmuszony brakiem funduszy zabiera się za bardziej konkretną pracę: obejmuje posadę w gazecie. W międzyczasie cały czas obserwuje, słucha, opowiada.

Przyglądamy się krajobrazom, poznajemy wiele różnych ludzi i grup, dowiadujemy się całkiem sporo o wydobyciu srebra i złota. Powieść pełna jest historyjek i anegdot. Wobec tak dygresyjnej fabuły trudno mówić o wartkiej akcji, choć książka nosi znamiona powieści przygodowej. Niektóre opowiastki są bardzo ciekawe, inne przeciętnie interesujące, jeszcze inne – trochę nudne; całość miejscami męcząca: muszę przyznać, że dla mnie 400 stron anegdot to trochę za dużo. Z drugiej strony bywały momenty, że lektura mnie naprawdę wciągała.

Cudze dzieci uczyć


Anne Brontë, Agnes Grey
Wydawnictwo MG

O Anne Brontë (1820-1849) pisałam już w recenzji Lokatorki Widefell Hall, nie będę się więc powtarzać. Agnes Grey to jej wcześniejsza (choć zaledwie o rok) powieść, inspirowana doświadczeniami autorki. Muszę przyznać, że tym razem młody wiek siostry Brontë dało się znacznie łatwiej zauważyć i odczuć podczas lektury.

Agnes Grey to młoda córka pastora (w powieści towarzyszymy jej między osiemnatym a dwudziestym trzecim rokiem życia). Pochodzi z ubogiej, ale szczęśliwej rodziny: rodzice zawarli małżeństwo z miłości i choć przypłacili to zerwaniem kontaktów z rodziną, nigdy nie żałowali tego kroku. Ma też o kilka lat starszą siostrę i wszystkich bardzo kocha. Jako najmłodsza w domu traktowana jest z pobłażliwością, jak dziecko, mimo że ma już osiemnaście lat, co przecież w XIX-wiecznym świecie oznaczało gotowość do zamążpójścia, prowadzenia domu, wychowywania dzieci. Agnes jest jednak (jak sama o sobie mówi) niezaradna i nieprzygotowana do życia, gdyż nie miała szansy go tak naprawdę zakosztować: matka i siostra nie były zbyt chętne do korzystania z jej pomocy, kiedy same zrobią wszystko lepiej i szybciej. Mimo to dziewczyna jest ambitna i ciekawa świata, a poza tym bardzo chciałaby pomóc rodzicom w ciężkiej sytuacji materialnej – nie ustaje więc w wysiłkach, póki nie przekona obojga, by pozwolili jej podjąć pracę guwernantki.

Świat jest baśnią

Jostein Gaarder, Dziewczyna z Pomarańczami
Wydawnictwo Jacek Santorski & Co

Jostein Gaarder (ur. 1952) zyskał rozgłos jako autor Świata Zofii (1991), świetnej powieści wprowadzającej młodzież zarówno w historię filozofii, jak i filozoficzny sposób myślenia. Dostałam ją, gdy miałam jedenaście lat i najpierw czytałam ją razem z Tatą, później sama. Filozofię lubię do dziś (nie minęło zresztą aż tak wiele czasu). Norweski autor napisał jeszcze wiele innych książek, oryginalnych, ciekawych, skłaniających do myślenia i stawiania pytań. Napisał też Dziewczynę z Pomarańczami.

Gaarder sięga po ulubioną chyba formę listu, wiadomości od nieznanego czy tajemniczego nadawcy i wariacji na jej temat: wykorzystał ją w Świecie Zofii, w Tajmenicy Bożego Narodzenia i tu – a może gdzieś jeszcze? Innych książek jeszcze nie czytałam. Tym razem piętnastoletni Georg otrzymuje odnaleziony po latach list od swojego zmarłego ojca – ojca, którego ledwie pamięta (czy w ogóle pamięta?), bo w chwili jego śmierci miał niespełna cztery lata. Co można napisać komuś, komu chciałoby się przekazać wszystko, swoją wiedzę, doświadczenie, a przede wszystkim – ogromną miłość, gdy wiadomo, że nie będzie się miało takiej okazji? Mężczyzna snuje opowieść o Dziewczynie z Pomarańczami, spotkaniu, które odmieniło jego życie, o miłości i wszechświecie. Okazuje się, że dzięki tej krótkiej historii daje Georgowi wszystko, czego ten mógłby oczekiwać: daje poznać mu siebie, dzieli się swoimi refleksjami na temat życia i świata, opowiada o tym, co najważniejsze i inspiruje syna do działania. Co jakiś czas chłopak wplata w opowieść swoje komentarze i powstaje z tego oryginalny dwugłos, a historie ojca i syna ładnie się uzupełniają. Bardzo ciekawymi fragmentami są też wstawki o kosmosie – nadają właściwą perspektywę całości, a poza tym są po prostu interesujące.

Sama historia Dziewczyny z Pomarańczami jest piękna i bardzo baśniowa. Są tu zbiegi okoliczności, przeznaczenie, znaki przepowiadające przyszłe zdarzenia, reguły, do których trzeba się dostosować. Jest miłość i jest cierpienie. Sam zresztą narrator co rusz tę baśniowość podkreśla, przypomina, wskazuje - dlatego też idealna miłość nie budzi zastrzeżeń: taka idealna właśnie ma być. Historia niewątpliwie ma swój urok i mimo mojego sceptycyzmu całkiem mi się podobała, a miejscami nawet wciągnęła, choć już na początku się domyśliłam (czy raczej zgadłam), kim jest Dziewczyna z Pomarańczami. Zresztą opowieść o wielkim uczuciu jest tylko pretekstem do postawienia najważniejszego pytania, pytania, na które każdy sam musi sobie odpowiedzieć – i tu znów wkraczamy w krąg filozoficznych rozważań - filozoficznych na bardzo życiowym poziomie.

Daniel H. Wilson, Robokalipsa
Wydawnictwo Znak

Daniel Wilson jest doktorantem w Instytucie Robotyki na Uniwersytecie Carnegie Mellon, w powieści podjął więc temat sobie skądinąd znany. Przedstawia wizję makabryczną, choć nie sposób się nie zgodzić z ogólnym przesłaniem: wszechobecne zautomatyzowanie i udogodnienia prędzej czy później mogą się obrócić przeciw nam.

Cormac Wallace znajduje robota-czarną skrzynkę, który zarejestrował wydarzenia koszmarnej wojny toczącej się między ludźmi i maszynami. Na podstawie tych obrazów mężczyzna odtwarza nieprawdopodobną historię pełną cierpienia i śmierci. Konflikt wybucha nagle i na masową skalę: wszystkie maszyny, roboty domowe, sprzęty codziennego użytku, samochody, a nawet zabawki, sterowane przez Archosa – robota robotów – powstają przeciw ludziom i metodycznie, bez emocji i bez skrupułów, mordują każdego. Stają się coraz bardziej inteligentne i coraz lepiej przystosowane do walki. Nieliczni, którzy nie padli ofiarą zaskoczenia, robią wszystko, by przetrwać, choć przeżycie każdego kolejnego dnia graniczy z cudem. Co zrobić, aby ocalić ludzkość? Jak walczyć z niesamowicie inteligentnym, wszechobecnym, nieporównanie silniejszym i bardziej wytrzymałym przeciwnikiem?

Książka jest ciekawie pomyślana: forma, jaką wybrał autor, nadaje jej oryginalność. Zapisy Wallace'a stanowiące dokumentację wojny wydają się bardzo prawdziwe i zwłaszcza początkowo można dać się ponieść wrażeniu, że to wszystko się wydarzyło naprawdę. Szczególnie, że już na pierwszych stronach padają słowa: nie jestem pewien, czy ktokolwiek zechce pamiętać o tych strasznych czasach. Myślę, że chyba lepiej byłoby, gdyby nasze dzieci nigdy nie dowiedziały się, co robiliśmy, by przeżyć. Poznajemy różne punkty widzenia, wielu różnych bohaterów, którzy na różne sposoby w różnych zakątkach świata podejmują heroiczną walkę z nowym wrogiem. W konfrontacji z maszynami nieuniknione są pytania o człowieczeństwo – bo przyparty do muru człowiek staje się zupełnie inną istotą. Jednocześnie kolejne sugestywne sceny sprawiają, że włos jeży się na głowie i ciężko się oderwać od lektury.

A mogło być tak pięknie...


Michael Zadoorian, Powrót na Route 66
Wydawnictwo Pascal

Bardzo chciałam tę książkę przeczytać. Skusiły mnie pozytywne recenzje i fakt, że opowiada o miłości dwojga ludzi, którzy byli ze sobą całe życie i którzy nadal się kochają. Potrzeba dzisiaj takich powieści, które pokazują małżeństwo z jego wzlotami i upadkami, a nie tylko romantyczne uniesienia nastolatków u progu życia. Niestety wrażenia z lektury są takie, jakie bywają, kiedy mamy spore oczekiwania...

John i Ella to para staruszków, która ma już niewiele do stracenia – ona z zaawansowanym stadium nowotworu, on chory na Alzheimera. Wbrew zakazom lekarzy i rodziny pakują się i ruszają w podróż kamperem, którym przez te wszystkie lata jeździli na wakacje i wycieczki. Ella pisze:

Teraz pewnie sami zadajecie sobie pytanie – czy to aby na pewno dobry pomysł? Para staruszków, których los dobiegł kresu – ona z większą masą kłopotów zdrowotnych niż niejeden kraj Trzeciego Świata, on tak zdziecinniały, że nie wie, jaki mamy dziś dzień – wybiera się w podróż przez cały kraj? Bez żartów. Oczywiście, że to beznadziejnie głupi pomysł.

Mimo to jadą (Po jakimś czasie samo utrzymanie się przy życiu staje się zajęciem na pełny etat. Nic dziwnego, że potrzebowaliśmy po tym wszystkim urlopu) i choć radzą sobie raz lepiej, raz gorzej, okupując to ogromnym wysiłkiem i niemałą dawką stresu – ta ostatnia wycieczka jest wyjątkowa i piękna.

W świecie kobiet


Oksana Zabużko, Siostro, siostro
Wydawnictwo W.A.B., seria Z miotłą

Oksana Zabużko (ur. 1960) jest ukraińską pisarką, poetką i eseistką, a także doktorem filozofii. Jej najsłynniejszy tekst to powieść zatytułowana Badania terenowe nad ukraińskim seksem (1996). Zbiór opowiadań Siostro, siostro (2003) został na Ukrainie uznany za książkę roku.

W książce znajdziemy sześć opowiadań oraz krótką autobiografię. Bohaterkami wszystkich tekstów są kobiety: matki, żony, córki, siostry, koleżanki, sąsiadki. Autorka portretuje je w różnym wieku, różnych sytuacjach, różnych rolach i obarcza różnymi problemami. Jest tu historia dwóch sióstr, które całe życie były sobie wrogie; dwóch przyjaciółek ze szkolnej ławy, których relacja jest skomplikowana, fascynująca, bardzo silna, a jednocześnie tymczasowa – co nie znaczy, że nieprawdziwa! Jest opowieść o kobiecie, której życie w telewizyjnej rzeczywistości stopniowo nabierało coraz więcej realizmu, by w końcu pokonać jej prawdziwe "ja".

Najbardziej podobało mi się pierwsze, tytułowe opowiadanie – Siostro, siostro. Bohaterka, Darcia, tęskni za nienarodzoną siostrą – siostrą, którą zawsze chciała mieć, a dla której nie starczyło już miejsca w ciasnej i trudnej ukraińskiej rzeczywistości. Bo objąć, ochronić, zasłonić matka mogła tylko jedno dziecko. Całe opowiadanie jest skierowane do dziewczynki (narrator mówi "ty"). Zdania są bardzo długie: jakby Zabużko kropki zastąpiła przecinkami, co daje ciekawy efekt czegoś w rodzaju gorączkowego szeptu. Bardzo dobrze wpasowuje się taki styl w tę historię, zdradzającą sprawy, o których się nie mówi, opisującej tęsknotę, pragnienie, ból. Opowiadanie jest bardzo krótkie, ale wiele w nim emocji, które autorka świetnie oddała. Trudno mówić o portretach psychologicznych, jednak poznajemy dość, by zrozumieć postępowanie i uczucia  zarówno matki, jak i córki. To bardzo poruszający tekst i zrobił na mnie największe wrażenie.

Zawsze się radujcie! (1 Tes 5, 16)


Benjamin Boisson, Uśmiech Pana Boga
Wydawnictwo Promic, seria Ichtis

Benjamin Boisson, francuski teolog i ksiądz Wspólnoty Błogosławieństw. Przez wiele lat prowadził audycję na temat humoru chrześcijańskiego. Obecnie organizuje weekendy „Śmiech i Modlitwa”.

Książka zapowiadała się bardzo obiecująco. Wiele osób wciąż wyobraża sobie, że religia to zbiór nakazów i zakazów, a wiara i modlitwa kojarzy im się z nudą. Z tym krzywdzącym stereotypem stara się walczyć Benjamin Boisson, uświadamiając ludziom, że Bóg też ma poczucie humoru, a chrześcijanin może – i powinien! – być radosny.

Uśmiech Pana Boga to długi esej omawiający istotę humoru chrześcijańskiego, jego niebagatelne znaczenie w życiu człowieka i historię: od Biblii przez papieży, świętych, literaturę religijną. W swoich rozważaniach autor jednoznacznie wykazuje (i popiera swoje tezy licznymi argumentami), że stereotyp chrześcijanina-smutasa jest zupełnie nieprawdziwy i krzywdzący: prawdziwy chrześcijanin to człowiek, który żyje w zgodzie ze sobą i z otaczającym go światem, a więc jest pełen pogody ducha i potrafi się cieszyć i śmiać, a nawet więcej - radość jest jego znakiem rozpoznawczym. Przytacza liczne przykłady z Pisma Świętego świadczące o tym, że także Bóg jest obdarzony poczuciem humoru. Niektóre z nich wydają się naciągane (pod poczucie humoru Boisson podciąga na przykład wszystkie środki stylistyczne – wiadomo, że metafora odczytywana dosłownie wywoła zwykle komiczny efekt, ale nie o to przecież chodzi...), inne z kolei są bardzo ciekawe i muszę przyznać, że o ile śmiejąca się Sara jest w tym kontekście dość oczywistym przykładem, o tyle na inne przytoczone przez autora wcześniej nie zwróciłam uwagi.

Witamy w Etiopii


Martyna Wojciechowska, Etiopia. Ale czat!
Wydawnictwo National Geographic

Etiopię odwiedziłam już wcześniej z Kapuścińskim (Cesarz), ale że inne kultury ciągle mnie fascynują, Martyny Wojciechowskiej jeszcze nie znam (poza dwoma odcinkami jej programu), a książki wydane przez National Geographic kuszą pięknymi zdjęciami, postanowiłam wrócić do Afryki. Niestety to pierwsze spotkanie okazało się znacznie bardziej udane.

Książka jest podzielona na kilkanaście niedługich rozdziałów, w których autorka przybliża nam kolejne próbki Etiopii. Każdy rozdział jest opatrzony przysłowiem abisyńskim. Jedno z nich:

Jeśli masz zmartwienie – napij się kawy,
jeśli się cieszysz – napij się kawy,
jeśli jesteś zmęczony – napij się kawy

Teoretycznie wszystko jest ciekawe: krajobraz, w którym obok „najokrutniejszego miejsca na ziemi” (pustyni Danakil) rozciągają się hektary pięknej, bujnej roślinności; zespół kościołów wykutych w skałach; obce plemiona, inne zwyczaje... Dowiedziałam się paru nowych rzeczy (między innymi tego, że prawie połowa Etiopczyków to dzieci do 14. roku życia, a średnia wieku mieszkańców tego kraju wynosi... 18 lat!), obejrzałam ciekawe fotografie. A jednak nie ciągnęło mnie do tej książki, gdy przerywałam czytanie.

"Top modelka" nie o modzie?



Richard Green, Top modelka. W sidłach kariery.

Richard Greene to chorwacki teolog i dziennikarz, nauczyciel w liceum. Top modelka jest jego pierwszą i chyba na razie jedyną powieścią.

Na wstępie warto zaznaczyć, że oryginalny tytuł powieści brzmi Put ljubavi, czyli mniej więcej Droga miłości. Nie wiem, kto wymyślił jego polską wersję – tłumacz? redaktor? – ale zakrawa to na tani chwyt marketingowy i mija się z przesłaniem książki. Wbrew temu, co obiecuje nam okładka, w książce nie ma żadnej top modelki. Nikt tego nie zauważył? Czytając recenzje na blogach i portalach książkowych zastanawiałam się, czy na pewno trzymam w ręce ten sam tekst.

Głównym bohaterem jest Jacob, fotograf modelek, mężczyzna niedojrzały, egoistyczny i prymitywny, choć świetny w swoim fachu. Gdy poznaje Sarę, od razu zauważa, że jest inna niż znane mu do tej pory płytkie i łatwe dziewczyny, i zakochuje się bez pamięci. Ona jednak nie akceptuje pasji partnera, gdyż fotografowanie oznacza dla niej przedmiotowe traktowanie kobiet. Nie może tego znieść i stawia Jacobowi ultimatum: albo praca dla „Vogue'a”, albo ona.

Wbrew temu, co sugeruje okładka i czego możemy się dowiedzieć z większości recenzji, Sara nie jest uznaną modelką robiącą wielką karierę. Jest wyjątkowo piękną kobietą, ale swoją urodę uważa za przekleństwo, a praca modelki jest sprzeczna z wyznawanymi przez nią wartościami. To prawda, bierze udział w dwóch sesjach zdjęciowych – jednak za każdym razem robi to wyłącznie dla ukochanego Jacoba i za każdym razem pod warunkiem, że ten zrezygnuje z pracy, a ona nigdy więcej nie będzie musiała pozować. Niektórym to chyba umknęło.

Takashi Nagai, Listy do dzieci

Mam zgubny zwyczaj wybierania książek po okładkach. Kiedy jakaś mnie w bibliotece przyciąga, zazwyczaj ją wypożyczam. Zwykle się rozczarowuję, a następnym razem robię to samo. Na szczęście starcza mi rozumu, aby w ten sposób zaopatrywać się jedynie w bibliotekach - inaczej prędko bym zbankrutowała, a półki uginałyby się pod ciężarem nietrafionych tytułów.

Tak też było z tą książką - okładka mi się spodobała, opis przeczytałam i przygarnęłam lekturę pod swój dach. Mam co do niej bardzo mieszane uczucia i w zasadzie nie wiem, co myśleć.

Autor nie był pisarzem, a japońskim naukowcem, lekarzem radiologiem, a także - co w tym wypadku ważne - chrześcijaninem. Przeżył zrzucenie bomby atomowej na Nagasaki. W czasie wojny pacjentów przybywało i nie mogło być mowy o zachowaniu odpowiednich środków ostrożności - ograniczonej dawki promieniowania dziennie, corocznego urlopu... Takashi Nagai w pełni, z pasją i zaangażowaniem, poświęca się swojej pracy, i zapada na przewlekłą chorobę popromienną. Ma przed sobą 3 lata życia, gdy na miasto spada bomba i ginie żona naukowca - a z nią nadzieja, że po jego śmierci dzieci nadal będą miały dom. Książka ma być "duchowym testamentem" (określenie z okładki) autora, który pragnie zostawić dzieciom kawałek siebie. Zdaje sobie sprawę, że jeszcze nie wszystko, co chce im przekazać, są w stanie zrozumieć, dlatego niektóre rzeczy spisuje.