Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

"Ale wiesz, tak poza tym, to w Mogadiszu żyje się cudownie..."


Wikipedia podaje, że w 2011 roku Somalia po raz czwarty zajęła pierwsze miejsce w rankingu terenów, na których żyje się najtrudniej. Kawałek muzułmańskiej Afryki od lat dotknięty wojną domową i głodem, nękany atakami terrorystycznymi, zawalony ruinami. Konrad Piskała próbuje nam przedstawić Somalię nieznaną, prawdziwą („zgoła inne, dalekie od przemocy oblicze Somalii“ – jak czytamy na okładce) – poza stereotypami, kurzem i biedą.
Czy skutecznie?

OKRUCHY (1)


Na wielu blogach funkcjonuje taki cykl i chyba dobrze się sprawdza – w każdym razie nieraz brakowało mi krótszej formy wpisów i zdecydowałam się też ją wprowadzić. Tu będą trafiać książki, o których chciałabym wspomnieć, ale o których nie mam do powiedzenia aż tyle, by tworzyć wyczerpującą recenzję. Mieszanina gatunków, autorów, tematyki. Starocie i nowości, grube i cienkie, pod jakimś względem ciekawe. Co cię uzbiera. Po trzy tytuły. 

"NASZ CZAS SIĘ KOŃCZY..."


O tej nie potrafię opowiedzieć, ale nie mogę nie powiedzieć.

Opowiadają dzieci, które nigdy nie były dziećmi: urodzone tuż przed II wojną światową albo w jej trakcie. Dzieci, które zamiast kolorowych patyczków w szkolnej ławie uczyły się liczyć na spadających bombach. Które zamiast biegać po parku, poznały wszystkie smaki rosnącej w nim trawy, bo to jedyne, czym mogły oszukać puste żołądki. Które nigdy nie przestały czekać na tatę wracającego z wojny...

A co Ty wiesz o Wyspach Owczych?


Na pewno słyszeliście, że Eskimosi mają niemieszczącą się w głowie liczbę słów określających śnieg. A co powiecie na informację, że w języku farerskim istnieje około 250 wyrazów na określenie deszczu? Jeszcze lepiej jest z wiatrem – prawie 350 słów. Robi wrażenie, prawda?

Umiesz żyć offline?


Byłam pewna, że muszę przeczytać tę książkę, kiedy tylko zobaczyłam pierwszą (i, o dziwo, jedyną) recenzję. Nawet nie próbuję sobie wmawiać, że nie jestem uzależniona od internetu albo smartfona. Co prawda w przeciwieństwie do autorki e-Migrantów nie nadałam mu imienia, ale sięgam po niego niezliczoną ilość razy, od rana do wieczora, dzień w dzień – nawet kiedy do niczego konkretnego go nie potrzebuję.
Wiem, jest źle. Ale nawet jeśli z Wami jest lepiej, czytajcie dalej.

"Życie jest przygodą, odważ się"


Bardzo lubię tę serię: śliczne, barwne okładki, dużo zdjęć, ciekawe miejsca odwiedzane nie tylko przez podróżników z prawdziwego zdarzenia, ale też najzwyklejszych ludzi. Takich jak Kinga Choszcz. Dziewczyna jak ja, nawet młodsza – tylko odważniejsza i bardziej przedsiębiorcza. Jak sobie pomyślę, że wsiadła w stopa i po prostu pojechała do Azji, sama, z niewielką ilością pieniędzy, bez żadnych znajomości i nawet konkretnego planu... Ludzie są niesamowici!

„Wszyscy jesteśmy czarnobylcami“


Tyle osób już pisało o tej książce, co jeszcze można dodać? A jednak nie da się przemilczeć. Bo Czarnobyl to nie historia... to życie setek tysięcy ludzi dzisiaj. Setek tysięcy! Około 800 000 żyło na terenach skażonych, 400 000 zostało zmuszonych do porzucenia swoich domów...

Aleksijewicz przedstawia sytuację Białorusi, kraju najbardziej poszkodowanego, bo stosunkowo małego, w wyniku czego ucierpiał ogromny procent ludności i terenów (0,5% powierzchni Rosji, 4,8% Ukrainy i 23% Białorusi). Awaria okazała się klęską narodową, której konsekwencje były nie do przewidzenia. Ale – jak w wierszu Herberta:
nie przemawiają do wyobraźni jest ich za dużo
cyfra zero na końcu
przemienia ich w abstrakcję

- więc Aleksiejewicz usuwa się w cień i oddaje głos pojedynczym ludziom. Tym, którzy byli wtedy dziećmi, tym, którzy przeżywali swoje pierwsze miłości i z nadzieją patrzyli w przyszłość, tym wreszcie, którzy chcieli już tylko żyć w spokoju w swoich domach. I jeszcze tym, których w dniu wybuchu jeszcze nie było, a mimo to stali się jego ofiarami. Autorka zadbała o zróżnicowanie relacji, przedstawienie sytuacji ze wszystkich stron, maksymalnie wiarygodnie i obiektywnie. Jest prawda zwykłych ludzi, pracowników szpitali, mężczyzn zgłaszających się „na ochotnika“ do usuwania szkód, ich rodzin, ale też ówczesnych kierowników, ludzi odpowiedzialnych. Mówią młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni, rodzice i dzieci.

Europa z lotu ptaka

Ludwik Stomma, Nasza różna Europa
Wydawnictwo ISKRY

Po Historiach niedocenionych miałam ochotę na więcej – i padło na Naszą różną Europę. Poprzednio było ciekawie, krótko i na temat, a zarazem swobodnie i ze swadą. Jak było tym razem?

O biedzie, zagubieniu i potrzebie

Mateusz Marczewski, Niewidzialni
Wydawnictwo Czarne

W zeszłe wakacje czytałam już jedną książkę o Aborygenach. Ta w niczym jej nie przypomina. I nie potrafię jednoznacznie określić, czy to dobrze, czy źle. W jednym obie opowieści są na pewno zgodne – to kultura, która ginie.

Gdzie leżą granice ludzkich możliwości?

Jürgen Thorwald, Triumf chirurgów
Wydawnictwo Literackie

Poprzednia część, opowieść o pierwszym stuleciu rozwoju chirurgii, zachwyciła mnie. Nie miałam wątpliwości, że tylko kwestią czasu jest, kiedy przeczytam pozostałe; nie tylko ze względu na masę emocji, jakich dostarczyło mi Stulecie chirurgów, ale też z ciekawości: to kopalnia wiedzy, mnóstwo szalenie interesujących informacji.

"Wszyscy jesteśmy przeszczepami"

Rebecca Otowa, W Japonii czyli w domu
Wydawnictwo Świat Książki

Dawno temu pisałam o książce, w której Niemiec opowiadał o Rosji. Dzisiaj – Amerykanka o Japonii. Przez chwilę myślałam, że to kolejna opowieść w stylu „młoda Amerykanka rzuca wszystko i zaczyna nowe życie w obcym miejscu“. Tymczasem – i tak, i nie. Bo scenariusz rzeczywiście jest właśnie taki, jednak książka w niczym nie przypomina Pod słońcem Toskanii (wybaczcie, nie znam innych tytułów, nie przepadam za powieściami pisanymi według jednego schematu). To subtelnie opowiedziana, piękna historia mądrej, dojrzałej kobiety.

Czy dobro jest równie banalne jak zło?

Slavenka Drakulić, Ciało z jej ciała
Wydawnictwo W.A.B.

Slavenka Drakulić (ur. 1949) jest chorwacką dziennikarką i pisarką. Nie wiem, jaka jest jako reporterka wojenna, natomiast jej książka Ciało z jej ciała jest bardzo specyficzna, bo niezwykle osobista. Autorka podejmuje w niej temat przeszczepu nerki od żyjącego dawcy niespokrewnionego, rozmawia z takimi dawcami, zadaje pytania o ich motywacje, wreszcie - wyjawia, jak to jest być po tej drugiej stronie: przyjąć tak konkretny dar od obcej osoby. 

Żywy skansen

Anka Grupińska, Najtrudniej jest spotkać Lilit
Wydawnictwo Austeria

Kultura żydowska zawsze wydawała mi się fascynująca, choć po lekturze Najtrudniej jest spotkać Lilit okazało się, że moje jej postrzeganie było bardzo naiwne, a znajomość tematu ograniczała się do książek Stryjkowskiego, Meira Ezofowicza (jedna z moich ulubionych książek) czy Skrzypka na dachu, którego swoją drogą jedna z rozmówczyń autorki nazwała „po prostu głupim“.

"Śmierć nie jest straszna. Jest smutna, ale nie straszna"


Anne-Dauphine Julliand, Ślady małych stóp na piasku
Wydawnictwo Święty Wojciech

To prawdziwa historia. Anne-Dauphine Julliand jest francuską dziennikarką, ale przede wszystkim matką, która przeszła przez piekło: piekło obserwowania, jak jej mała córeczka powoli gaśnie, cierpiąc na nieuleczalną chorobę. Straszną i rzadką chorobę – leukodystrofię metachromatyczną. Jest też niesamowicie dzielną i mądrą kobietą, która znalazła w sobie dość sił i odwagi, by walczyć o każdy dzień dla swojej Thais, ale też jej starszego braciszka Gasparda, nowo narodzonej siostrzyczki Azylis oraz dla siebie i męża.

Poród po norwesku, wychowanie po chińsku


Ofelia Grzelińska, Mama dookoła świata
Wydawnictwo W.A.B.

Ofelia Grzelińska jest dziennikarką i podróżniczką, mamą trzyletniej Jeny. Na TVN-ie można było oglądać jej program Mama dookoła świata, a teraz mamy książkę o tym samym tytule. Autorka zebrała w niej historie kobiet pochodzących z różnych stron świata i mieszkających w Polsce, często mających mężów Polaków, ale słyszących inne rady niż my i z pozoru inaczej przeżywających macierzyństwo.

W książce znalazły się opowieści z Japonii, Chin, Indonezji, Indii, Filipin, Armenii, Litwy, Norwegii, Kuby i Nowej Zelandii – w tej ostatniej urodziła swą córkę autorka. Matki przywołują wierzenia i zalecenia związane z okresem ciąży i połogu, dobre rady dotyczące pielęgnacji dziecka, cudowne środki przyspieszające i ułatwiające poród; porównują opiekę medyczną i postrzeganie ciężarnych przez społeczeństwo; omawiają wszystko to, o czym młoda lub przyszła mama słyszy lub czyta na każdym kroku – czasem są to tradycje zbieżne z nam znanymi, a czasem zupełnie zaskakujące.

Dwa końce świata


Jean-Louis Fournier, Tato, gdzie jedziemy?
Wydawnictwo Książnica

Kiedy myślę o dzieciach niepełnosprawnych, wyobrażam sobie maluchy z zespołem Downa albo z autyzmem. Trudne, ale da się żyć, prawda? Szczerze mówiąc nigdy nie należałam do tych, którym sen z powiek spędza niepokój o zdrowie psychiczne dzieci – ani w poprzedniej ciąży, ani teraz się nad tym nie zastanawiam, nie przeraża mnie też specjalnie myśl o takim zagrożeniu. Ale niepełnosprawność to nie tylko zespół Downa. A co, jeśli dziecko jest jak Mathieu, który był głuchy, nie widział dobrze, miał kruche kości, zniekształcone stopy, szybko wyrósł mu garb, włosy sterczały na wszystkie strony, nie był ładny, a przede wszystkim był smutny? Ze względu na brak napięcia mięśniowego nie był w stanie się utrzymać w pozycji wyprostowanej, nigdy też nie nauczył się mówić ani wykonywać najprostszych codziennych czynności, a do końca życia pod choinkę dostawał klocki i prawie nigdy się nie uśmiechał?

Jean-Louis Fournier jest ojcem dwóch synów „nie takich jak inni“, jak sam o nich mówi. Urodzili się w odstępie dwóch lat i obaj byli głęboko upośledzeni psychicznie i fizycznie. Fournier pisze: Nawet telewizja pragnąca, by jej bohater wzruszał publikę do łez, nie odważyłaby się wstawić takiej sytuacji do scenariusza telenoweli w obawie, że przesadzi, nikt w to nie uwierzy i ostatecznie gruchnie tylko śmiech. Mathieu umarł jeszcze jako nastolatek po koniecznej operacji kręgosłupa. Z Thomasem nie ma prawie żadnego kontaktu. Jak sobie radzić w takiej sytuacji? Jak wstawać codziennie rano ze świadomością, że piętnasto-, dwudziesto-, wreszcie trzydziestoletni syn nadal nie potrafi sam zjeść, a jeśli dzięki czyjejś cierpliwości uda mu się opanować sztukę zapinania zamka, jutro po tym zwycięstwie nie będzie śladu – trzeba będzie wszystkie umiejętności zdobywać od nowa? Patrzę na synka, który codziennie uczy się czegoś nowego, i nie wyobrażam sobie, jak wypracowane z takim mozołem zdolności miałyby się każdego wieczora rozsypywać w pył. Zaklęci w czasie. Przecież nawet gdy wiemy, że nocne pobudki, walka o ubranie, karmienie, niekończące się dyskusje to wszystko etap przejściowy i niedługo minie, bywa ciężko. Z utęsknieniem czekałam, kiedy będę mogła sięgnąć po książeczkę ambitniejszą niż „brum brum“ na każdej stronie, kiedy nie będę musiała powtarzać jak echo przez cały dzień dwóch tych samych słów, które synek sobie upodobał. A kiedy nie ma takiej nadziei?

Wspomnienia z piekła


Jefrosinia Kiersnowska, Ile wart jest człowiek
Wydawnictwo Świat Książki

Takich relacji nigdy dość, choć do kanonu weszły raczej teksty napisane przez mężczyzn: Inny świat, Na nieludzkiej ziemi, Archipelag GUŁag, literatura wojenna. Koleżanka z mojego seminarium pisała pracę magisterską o wojnie i obozach z perspektywy kobiet i to był pierwszy moment, kiedy się spotkałam z innymi nazwiskami: Szmaglewską, Obertyńską. A teraz przyszedł czas na Rosjankę, która padła ofiarą systemu i zmagała się z nim przez dwadzieścia lat, tak samo – a może jeszcze bardzie rozpaczliwie – jak Polacy, Litwini, Ukraińcy i wszyscy inni.

Jefrosinia – Frosia – miała około trzydziestu lat, gdy jako obszarniczkę pozbawili ją wszystkiego. Wcześniej prowadziła duże gospodarstwo, była w tym dobra, oszczędna i staranna, szanowała robotników, zwierzęta i plony, a pracę kochała jak mało kto – i pewnie to ją później w dużej mierze uratowało. Szczerze i naprawdę – powtarza to wiele razy w swoich wspomnieniach – chciała pomagać, być pożyteczna, po prostu robić to, co potrafi (albo nauczyć się czegoś nowego), i robić to najlepiej, jak umiała. Inteligentna i wykształcona, oczytana, „niestety“ nie potrafiła nie myśleć; jako dobra gospodyni nie potrafiła też pojąć, dlaczego stosy zebranej kukurydzy gniją, gdy ludzie głodują, czemu pali się jako nieużytki drewno, które można wykorzystać na wiele sposobów, dlaczego na każdym kroku spotyka się z niegospodarnością, marnotrawstwem, głupotą.

"Obym nigdy tego nie zapomniał"


Robert Maciąg, Rowerem w stronę Indii. Wśród dobrych ludzi
Wydawnictwo Bernardinum, Biblioteka Poznaj Świat

Robert Maciąg (ur. 1974) jest oczywiście Polakiem, ale obecnie mieszka w Londynie. Z zawodu jest pedagogiem specjalnym, z zamiłowania – podróżnikiem i fotografem. Pierwsza jego książka była tematycznie bardzo podobna: to Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę. Rowerem w stronę Indii jest podobno znacznie lepsza (tak zapewnia nas na okładce Wojciech Cejrowski). Literaturę podróżniczą uwielbiam, serię Biblioteka Poznaj Świat również, a pomysł na gigantyczną wycieczkę rowerową wydał mi się fascynujący: byłam ciekawa, jak wygląda świat z perspektywy siodełka rowerowego.

Autor wyruszył na wyprawę ze swoją drugą połową, Anią (ukłony w jej stronę, nie wyobrażam sobie takiej podróży!). Razem przejechali Turcję, Iran, Pakistan i Indie, by dotrzeć do Himalajów. Każdy kraj to osobny rozdział książki, inne obrazy, inne szczegóły, inni ludzie. Przede wszystkim ludzie, na co zresztą wskazuje podtytuł książki. Podróż była z założenia niskobudżetowa, Robert i Ania wielogwiazdkowe hotele omijali szerokim łukiem, kiedy tylko mogli, najczęściej spali na kempingach lub u niezwykle gościnnych miejscowych, którzy zawsze musieli zaprosić, poczęstować, pomóc, obdarować, wesprzeć. Maciąg wielokrotnie podkreślał, jak ratowali ich z opresji zupełnie nieznani mu ludzie, jak wystarczyło poprosić o pomoc, by natychmiast ją otrzymać, jakim szacunkiem ich darzyli oraz jak hojni i otwarci byli mieszkańcy krajów uważanych za niegościnne czy nawet wrogo nastawione. Stereotyp rozprysł się na drobne kawałki w zderzeniu z barwną, ciepłą, pełną uśmiechów rzeczywistością.

Każdy krok trzeba wywalczyć


Jürgen Thorwald, Stulecie chirurgów
Wydawnictwo Literackie

Jürgen Thorwald (1915-2006) był niemieckim pisarzem, dziennikarzem i historykiem. Stulecie chirurgów to pierwsza część jego trylogii poświęconej historii medycyny. Książka powstała na podstawie notatek jego dziadka, Henry'ego Stevena Hartmanna, chirurga, który 16 października 1846 roku był naocznym świadkiem pierwszej operacji pod narkozą. To on właśnie jest narratorem i z jego punktu widzenia poznajemy przeszło sto lat fascynującej historii pokonywania granic, jakie stawia człowiekowi natura.

Książka jest podzielona na kilka części, które wyznaczają kolejne wielkie etapy rozwoju chirurgii: wynalezienie znieczulenia, zrozumienie potrzeby czystości przez pierwszych lekarzy, rozwój aseptyki, dążenie w głąb ludzkiego ciała w poszukiwaniu nieprzekraczalnych granic ingerencji chirurgicznej. Opowieść zaczyna się jeszcze przed wynalezieniem narkozy, kiedy cały medyczny świat trwał w przekonaniu, że operacja i ból są ze sobą naturalnie i nierozerwalnie związane, a zabiegi ograniczano do najprostszych i najbardziej koniecznych. Przez całe wieki pokutował pogląd, że otwarcie jamy brzusznej musi się skończyć śmiercią – nie było więc mowy o eksperymentach na organach wewnętrznych. W kolejnych rozdziałach pokolenia lekarzy uczą się, że możliwe jest usuwanie torbieli, kamieni z pęcherza moczowego, że cesarskie cięcie nie musi oznaczać jedynie cienia szansy na przeżycie dla dziecka i pewnej śmierci dla matki, że można usunąć jedną nerkę, a nawet złośliwe guzy, by wreszcie dotrzeć do serca, pokonać zabobonne przekonanie, że każde dotknięcie serca powoduje śmierć, i zaszyć ranę w tym budzącym lęk, pulsującym organie. Niesamowicie było śledzić kolejne małe i wielkie kroki na drodze postępu, towarzyszyć lekarzom w ich rozterkach i obawach, obserwować powoli, ale nieustannie zachodzące zmiany, nowe odkrycia i możliwości człowieka.

"U nas zawsze było ciężko i zimno"


Colin Thubron, Utracone serce Azji
Wydawnictwo Czarne, seria Orient Express

Colin Thubron (ur. 1939) jest jednym z najbardziej znanych i cenionych brytyjskich pisarzy podróżników, a także przewodniczącym Królewskiego Towarzystwa Literackiego. Na podstawie swoich wypraw na Bliski Wschód, do Azji Środkowej i Wschodniej oraz do Rosji napisał kilkanaście książek – można więc z powodzeniem założyć, że jest ekspertem w tych tematach. Wydał także kilka powieści. W 2008 roku zajął 45. miejsce na liście pięćdziesięciu największych powojennych pisarzy brytyjskich (lista została stworzona przez "The Times").

Bliski Wschód przez całe wieki fascynował, przyciągał, inspirował Europejczyków. Utracone serce Azji to zapis z podróży do Azji środkowej tuż po rozpadzie ZSRR. Autor przemierza stepy i pustynie, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Turkmenistan i Uzbekistan: czasem porusza się samolotem, czasem samochodem, czasem rozklekotanym autobusem. Dociera do najważniejszych zabytków, zwiedza wielkie miasta i maleńkie wioski gdzieś na końcu świata. Rozmawia z ludźmi, przygląda się, bawi, słucha. Chce się dowiedzieć, jak czują się Kazachowie, Turkmeni, Uzbecy po odzyskaniu niepodległości: jak żyją, jak zmienił się ich świat? Stara się dotrzeć do głębi i odnaleźć tytułowe serce Azji: nie tylko w kontekście położenia na mapie, ale przede wszystkim jej kulturowego dziedzictwa, tego, co od zawsze budowało świadomość jej mieszkańców.

Obraz jest więcej niż przygnębiający, na co wpływ mają choćby wioski o starych, rozpaczliwych nazwach: "Droga bez wyjścia" albo "Miejsce przeklęte przez Boga". Choć Thubron próbuje poruszać z miejscowymi różne kwestie, zawsze kończy się na jednej: pieniądzach. Szalejąca inflacja zepchnęła Azjatów w przepaść biedy i głodu i sprawiła, że nie potrafią myśleć o niczym innym. Ciągłe pytania "A ile w Anglii kosztuje..." albo porównania, ile coś kosztowało dawniej i ile kosztuje teraz, z czasem zaczęły autora męczyć: pojawiały się niezmiennie, niezależnie od tego, z kim rozmawiał i gdzie. Trudno się jednak dziwić, skoro bilet lotniczy do Anglii kosztował więcej, niż byli w stanie zarobić przez pół życia. Na niektórych terenach uprawa ziemi graniczy z cudem, bo tu nawet deszcz pada słony. Jedzenie jest drogie, ubrania są luksusem. Łatwo dać się zwieść pozorom: Tutejsza gościnność czasem zaślepia podróżnych. Uspokojony wymianą tradycyjnych uprzejmości, zapomniałem o nędzy i okrucieństwie życia moich gospodarzy, myśląc sobie, jacy to dobrzy i szczęśliwi ludzie. W tym opuszczonym gospodarstwie unosił się jednak duch łagodnej jedności. Tymczasem przygotowanie posiłku dla gościa kosztowało panią domu dwie godziny chodzenia po sąsiadach, by skompletować składniki na potrawkę. I chociaż dawniej było równie ciężko albo i gorzej, przeżyte już cierpienia bolą jakby mniej niż obecne:

A mimo to starzy tęsknili za przeszłością (...). W latach 1920-1923, pod koniec wojny domowej, prawie milion Kazachów umarło z głodu. Przymusowa kolektywizacja przebiegała tu jeszcze okrutniej niż w innych republikach Związku Radzieckiego. Kiedy rozpoczęła się walka z kułakami oraz brutalna i chaotyczna kampania osiedlania koczowników w latach 1930-1933, Kazachowie woleli spalić plony i wyrżnąć trzodę, niż oddać je w obce ręce. Przepadła niemal połowa wypasanych na stepie zwierząt (...). Mimo to nawet teraz, po uzyskaniu niepodległości, ludzie niechętnie o tym mówili. Być może dlatego, że ta niewyobrażalna, bezduszna tragedia dotknęła wszystkich bez wyjątku – miejscowych na równi z Rosjanami.