Byłam pewna, że muszę przeczytać tę
książkę, kiedy tylko zobaczyłam pierwszą (i, o dziwo, jedyną)
recenzję. Nawet nie próbuję sobie wmawiać, że nie jestem
uzależniona od internetu albo smartfona. Co prawda w przeciwieństwie do autorki e-Migrantów nie
nadałam mu imienia, ale sięgam po niego niezliczoną ilość razy,
od rana do wieczora, dzień w dzień – nawet kiedy do niczego
konkretnego go nie potrzebuję.
Wiem, jest źle. Ale nawet jeśli z
Wami jest lepiej, czytajcie dalej.