Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 0-2 lata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 0-2 lata. Pokaż wszystkie posty
I JESZCZE RAZ POJAZDY
Nie jesteśmy wielkimi fanami firmy
księgarskiej Olejesiuk, ale ich nakładem ukazuje się tyle książek
i książeczek, że ratuje ich czyste prawdopodobieństwo: czasem
musi trafić się coś fajnego! Jak upolowane kiedyś za dychę w
Biedronce Stare drzewo (byłam pewna, że o nim
pisałam, ale chciałam podlinkować i nie mogę znaleźć – więc
będzie wkrótce). Tym razem na pewno nie arcydzieło, ale książka,
z którą Krzysiul się prawie nie rozstaje, odkąd mąż wygrzebał
ją w bibliotece. O autach, oczywiście.
Leniwa książka na leniwy dzień
Ostatnimi laty Eric Carle zaczyna się
coraz częściej pojawiać na polskich półkach. Bardzo lubimy
sztywnostronnicowe Od stóp do głów, Pajączka, Czy chcesz być
moim przyjacielem? i (choć już troszkę mniej) Bardzo głodną
gąsienicę. A ostatnio w bibliotece wyszperałam Leniwca :) W dużym
formacie, na miękkich stronach, po angielsku. Na szczęście tekst
nie jest zbyt skomplikowany i dzieciom książka ogromnie się spodobała!
Czego nie wiedzieliście o stajence betlejemskiej?
Święta coraz bliżej, czas się rozejrzeć za klimatycznymi lekturami! Dzisiaj jedna z propozycji :) Taka sobie oryginalna wigilijna
opowieść. Tradycyjna sceneria: śnieg, stajenka, choinka. Nie ma
Jezusa. Są za to... gęsi. Gąska Zuzia przede wszystkim, ale nie
tylko – gęsi jest w stajence więcej niż krów i koni razem
wziętych. I o co chodzi?
Jeszcze jedna książka o kolorach?
Pomelo jeszcze na blogu nie gościł,
bynajmniej nie dlatego, że nie lubimy, nie znamy, nie czytamy.
Przeciwnie! Pierwsza w różowym słoniu zakochałam się ja i
zmusiłam męża, żeby mi kupił Pomelo jest zakochany. Do dziś ją
uwielbiam, bawi, wzrusza, czyta się błyskawicznie i nigdy się nie
nudzi. Pozostałe części mieliśmy z biblioteki, ale żadna nie
zachwyciła aż tak :) Co nie zmienia faktu, że wszystkie są
świetne i w końcu musiałam wspomnieć na blogu o małym różowym słoniu.
Proszę Państwa, oto miś!
Dzisiaj coś bardziej zwyczajnego,
bardziej kolorowego, żadne designerskie grafiki ani nowatorskie podejście do treści w stylu Ciekawe, co myśli o tym królowa. Dzisiaj tradycyjnie, może mniej odkrywczo. Ale urzekła nas ta seria i chciałam Wam
pokazać.
Niby proste i głupawe, ale bawi!
Od dawna lubimy zabawy dotykowe typu
„Pisze pani na maszynie“, „Kochana babciu...“, „Idzie rak“,
„Idzie jeż“. Jakiś czas temu bardziej z ciekawości niż z nadzieją na
powodzenie wypróbowałam na Krzysiulu idiotyczną moim zdaniem
zabawę znalezioną kiedyś w czeluściach internetu*. Myślałam, że
na jeden raz może być fajna, ale naprawdę nie mogłam uwierzyć,
kiedy po raz piąty z rzędu synek zażądał: „Jeszcze raz!“.
Dlatego też pożyczyłam sobie z biblioteki Zabawy paluszkowe – bo
okazuje się, że najprostsze i, wydawałoby się, niezbyt szałowe
pomysły dzieciaki odbierają zupełnie inaczej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

