Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listy. Pokaż wszystkie posty

Wielkie problemy małych ludzi

Listy dzieci do Boga, zebrali Stuart Hample i Eric Marshall
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Dzieci potrafią zaskakiwać: humorem, perspektywą, spostrzegawczością, czasem dojrzałością - nieustannie i na milion sposobów. Jeśli chcemy i potrafimy, możemy się od nich wiele nauczyć: naturalnego zdziwienia, prostoty, szczerości, ciekawości świata. Innym razem możemy się pośmiać :) Albo zastanowić... 

Dwa końce świata


Jean-Louis Fournier, Tato, gdzie jedziemy?
Wydawnictwo Książnica

Kiedy myślę o dzieciach niepełnosprawnych, wyobrażam sobie maluchy z zespołem Downa albo z autyzmem. Trudne, ale da się żyć, prawda? Szczerze mówiąc nigdy nie należałam do tych, którym sen z powiek spędza niepokój o zdrowie psychiczne dzieci – ani w poprzedniej ciąży, ani teraz się nad tym nie zastanawiam, nie przeraża mnie też specjalnie myśl o takim zagrożeniu. Ale niepełnosprawność to nie tylko zespół Downa. A co, jeśli dziecko jest jak Mathieu, który był głuchy, nie widział dobrze, miał kruche kości, zniekształcone stopy, szybko wyrósł mu garb, włosy sterczały na wszystkie strony, nie był ładny, a przede wszystkim był smutny? Ze względu na brak napięcia mięśniowego nie był w stanie się utrzymać w pozycji wyprostowanej, nigdy też nie nauczył się mówić ani wykonywać najprostszych codziennych czynności, a do końca życia pod choinkę dostawał klocki i prawie nigdy się nie uśmiechał?

Jean-Louis Fournier jest ojcem dwóch synów „nie takich jak inni“, jak sam o nich mówi. Urodzili się w odstępie dwóch lat i obaj byli głęboko upośledzeni psychicznie i fizycznie. Fournier pisze: Nawet telewizja pragnąca, by jej bohater wzruszał publikę do łez, nie odważyłaby się wstawić takiej sytuacji do scenariusza telenoweli w obawie, że przesadzi, nikt w to nie uwierzy i ostatecznie gruchnie tylko śmiech. Mathieu umarł jeszcze jako nastolatek po koniecznej operacji kręgosłupa. Z Thomasem nie ma prawie żadnego kontaktu. Jak sobie radzić w takiej sytuacji? Jak wstawać codziennie rano ze świadomością, że piętnasto-, dwudziesto-, wreszcie trzydziestoletni syn nadal nie potrafi sam zjeść, a jeśli dzięki czyjejś cierpliwości uda mu się opanować sztukę zapinania zamka, jutro po tym zwycięstwie nie będzie śladu – trzeba będzie wszystkie umiejętności zdobywać od nowa? Patrzę na synka, który codziennie uczy się czegoś nowego, i nie wyobrażam sobie, jak wypracowane z takim mozołem zdolności miałyby się każdego wieczora rozsypywać w pył. Zaklęci w czasie. Przecież nawet gdy wiemy, że nocne pobudki, walka o ubranie, karmienie, niekończące się dyskusje to wszystko etap przejściowy i niedługo minie, bywa ciężko. Z utęsknieniem czekałam, kiedy będę mogła sięgnąć po książeczkę ambitniejszą niż „brum brum“ na każdej stronie, kiedy nie będę musiała powtarzać jak echo przez cały dzień dwóch tych samych słów, które synek sobie upodobał. A kiedy nie ma takiej nadziei?

W świecie pełnym umów


Halfdan W. Freihow, Drogi Gabrielu. List
Wydawnictwo Znak

No proszę, jednak literatura skandynawska to nie tylko kryminały i książki dla dzieci. To także poruszający list ojca do chorego syna, w którym mężczyzna próbuje opisać ich wspólne życie. Halfdan W. Freihow (ur. 1955) jest norweskim dziennikarzem i wydawcą. Drogi Gabrielu to książka autentyczna, prawdziwe zapiski Freihowa-ojca, prawdziwy portret jego chorego na autyzm i ADHD syna.

Gabriel, którego poznajemy w książce, ma mniej więcej siedem lat. Mieszka z rodzicami i starszą siostrą (dwóch starszych braci już się wyprowadziło) w domu na wybrzeżu. Ten list to próba poukładania i nazwania codzienności, problemów i prób, jakie podejmują na nowo każdego dnia: prób możliwie normalnego życia. To świadectwo ogromnej miłości ojca do syna i obraz niesamowitej relacji, zdolnej przebijać się przez mur choroby i obcości. To bardzo ciekawy portret osoby chorej na autyzm. I ogromna dawka emocji.

Nie mam pojęcia, jak trudne jest kochanie i wychowywanie chorego dziecka. Ile wymaga cierpliwości i wyrzeczeń, skoro rodzicielstwo w wersji light nieraz sprawia, że brakuje sił. A jednak wielu ludzi co dzień stawia czoła takiej rzeczywistości, cierpi patrząc na cierpienie dzieci i szuka po omacku jakiegoś rozwiązania. Jednak Freihow nie pisze, żeby się użalać nad sobą czy skarżyć na los. Jego relacja ma w sobie coś z przygody: odkrywania niesamowitego umysłu syna, przeżywania każdego kolejnego dnia jako czegoś wyjątkowego. Najzwyklejsze zdarzenia mogą się w każdej chwili zmienić w katastrofę, najlżejsze zaburzenie, jak kręgi na wodzie, urasta do rangi trudnego do opanowania wybuchu. Freihow musi uważać na każde słowo, gdyż nieprecyzyjne wyrażanie się budzi ostry sprzeciw syna – burzy jego poukładany świat. Cały czas uczy się, jak rozmawiać o sprawach niewytłumaczalnych, abstrakcyjnych, duchowych. Stara się jak może pokazać chłopcu, jak działa skomplikowany świat, ale relacji międzyludzkich nie da się wtłoczyć w schematy, dzięki którym funkcjonuje niesamowicie inteligentny Gabriel. Jednocześnie stara się czerpać radość z dobrych dni, dostrzega piękno i wyjątkowość dziecka, akceptuje je i kocha, a każdy sukces syna napawa go ogromną dumą. I każdego dnia uczy się trudnej sztuki balansowania na granicy normalności, podejmowania trudnych decyzji, walki o ich być albo nie być: Powiedzieliśmy "tak", ponieważ czasem od mówienia prawdy ważniejsze jest to, żeby świat się nie zawalił.