Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura austriacka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura austriacka. Pokaż wszystkie posty

Wrócić do domu

Arno Geiger, Stary król na wygnaniu
Wydawnictwo Świat Książki

Kolejna książka, która opowiada o życiu z chorobą. Podobnie jak w Motylu Lisy Genovy, jest to Alzheimer – jednak tym razem narratorem jest syn chorego, a więc perspektywa odwraca się o 180 stopni. 

Jaka siła nami rządzi?


Stefan Zwieg, 24 godziny z życia kobiety
Wydawnictwo Książka i Wiedza

Austriacki pisarz po raz kolejny zrobił na mnie ogromne wrażenie; śmiem twierdzić, że większe nawet niż swoją powieścią Dziewczyna z poczty. Nie miałam pojęcia, że ta niepozorna książeczka od dawna stała u mnie na półce, i gdyby nie przypadek, pewnie jeszcze długo kurzyłaby się zapomniana – a tu taka niespodzianka!

Towarzystwo przebywające w skromnym pensjonacie na Riwierze plotkuje na temat najnowszego skandalu: oto żona i matka dwojga dzieci, trzydziestoletnia kobieta o nieskalanej opinii, uciekła właśnie z budzącym powszechną sympatię Francuzem, którego znała zaledwie kilka godzin. Jak to w ogóle możliwe, by dać się tak szybko omamić, porzucić wszystko bez zastanowienia, przekreślić całe swoje dotychczasowe życie? Broni jej jedynie narrator, przekonany, że nieuznawanie prawdy tak oczywistej jak ta, że są chwile w życiu kobiety, kiedy zdana jest na pastwę tajemniczych sił niezależnie od swej woli i świadomości, nie jest niczym innym, jak ukrywaniem lęku przed własnymi instynktami, przed siłami demonicznymi drzemiącymi w naszej naturze. W tym momencie nabrałam do lektury dystansu: wolę jednak myśleć – choć to z pewnością mniej wygodne – że (my, kobiety ;)) jesteśmy istotami rozumnymi, a nasze wybory zależą od naszej woli. Kontrowersyjna postawa narratora i jego gotowość do stanięcia po stronie uciekinierki zjednały mu sympatię i zaufanie Mrs. C., która jest faktyczną bohaterką tej noweli: to ona opowiada o dwudziestu czterech godzinach, które wydarzyły się ćwierć wieku wcześniej, a do tej pory nie dały o sobie zapomnieć; godzinach, w których niemłoda już kobieta – czterdziestodwuletnia wdowa – zachowywała się absolutnie nieracjonalnie, żeby nie powiedzieć: idiotycznie, a jednak nie potrafiła postąpić inaczej.

Księga dygresji i... roczek!


Trudno uwierzyć, że mój blog ma już rok, czuję się, jakbym zaczęła pisać kilka miesięcy temu :) Tymczasem pierwszy post pojawił się dokładnie 4.11.2011, gdy mój synek miał całe trzy miesiące. Szczerze mówiąc ani ja, ani mój Mąż nie przypuszczaliśmy, że wytrwam tak długo – z reguły strasznie się zapalam do każdego nowego pomysłu, by z czasem skazać go na zapomnienie... Tymczasem wciągnęło mnie to, co więcej – dużo mi dało. Zaczęłam znów więcej czytać, lektury dobieram w bardziej przemyślany sposób, częściej kończę książki i rzadziej kończy się to rozczarowaniem. Dzięki temu, że pisząc recenzję muszę sobie wszystko przemyśleć i poukładać, znacznie lepiej pamiętam przeczytane historie, co było moją zmorą na studiach: momentalnie wszystko ulatywało. 
Poznałam mnóstwo ciekawych osób, dzięki blogom sięgnęłam też po niejedną świetną książkę, o której inaczej pewnie nigdy bym nie usłyszała. Zdecydowanie lepiej poznałam fascynujący rynek książki dziecięcej – efektem są półki synka uginające się od lektur na teraz, na za chwilę i na "za jakiś czas" – a lista tych, które chciałabym mieć, wciąż jest długa. 
Udało mi się nie wpaść w pułapkę współpracy – kontaktów z wydawnictwami mam kilka, czytam tylko te książki, po które naprawdę i na pewno sama chciałam sięgnąć, i robię to we własnym tempie, a nie w ciągu dwóch tygodni od otrzymania książki. Zawsze starcza mi czasu na lektury własne i biblioteczne. Bardzo się z tego cieszę, bo nie potrafiłabym czytać na zamówienie, nie umiem też odmówić sobie polowania w bibliotece, a w ten sposób książki są po prostu miłym dodatkiem :)
Dziękuję Wam wszystkim, że jesteście, odwiedzacie, komentujecie, inspirujecie, że ktoś czyta moje wypociny (pozdrowienia dla największego fana, czyli mojego Męża, który wiernie czyta nawet piątki z poezją! :)). Bez Was na pewno bym tak długo nie wytrwała, tymczasem blog okazał się wspaniałą przygodą!

***

Karl-Markus Gauß, W gąszczu metropolii
Wydawnictwo Czarne

Karl-Markus Gauß (ur. 1954) jest austriackim pisarzem, eseistą, krytykiem literackim... znawcą środkowoeuropejskich mniejszości narodowych oraz literatury Europy Środkowej z czasów monarchii austro-węgierskiej. Otrzymał wiele nagród – nie tylko krajowych – i wydał wiele książek. W Polsce między innymi: Umierający Europejczycy, Europejski alfabet, Mieszkańcy Roany odchodzą pogodnie.

Muszę przyznać, że całkiem inaczej wyobrażałam sobie tę książkę. Podoba mi się tytuł, podoba okładka. Na stronie wydawnictwa możemy przeczytać, że autor w każdym zakątku świata znajduje outsiderów, których fascynujące losy warto wyciągnąć z mroku minionych lat. W czasie i przestrzeni przemierza Europę wygnańców i uciekinierów, w zaułkach miast tropi ślady ich dawnych mieszkańców. Z zainteresowaniem sięgałam po lekturę, by odnaleźć w niej galerię dziwaków, oryginałów, genialnych wyrzutków i wszystkich innych, którzy kryją się w cieniu miejskich murów. I rzeczywiście, czytając tę książkę poznamy wiele interesujących historii i ludzi, o których być może usłyszymy pierwszy (i ostatni?) raz. Ale...?

Nie-bajka o Kopciuszku

Stefan Zweig, Dziewczyna z poczty
Wydawnictwo W. A. B., seria Nowy Kanon


Stefan Zweig (1881-1942) był austriackim pisarzem pochodzenia żydowskiego. Studiował filozofię i historię sztuki. Nazywany "psychologiem z pasji", tworzył dzieła analizujące zbiorową duszę społeczeństwa, pojedynczych ludzi i jego samego. Polskiemu czytelnikowi znany jest jako autor zbeletryzowanych biografii (Balzac, Maria Antonina, Maria Stuart) czy powieści wydanych ponad pół wieku temu: Niecierpliwość serca, Świat wczorajszy.

Austria, lata 20. XX wieku. Główną bohaterką jest dwudziestoośmioletnia Christine wiodąca beznadziejne i ubogie życie u boku chorującej matki, spędzająca sześć dni w tygodniu w znienawidzonym wiejskim urzędzie pocztowym, oddzielona szybą od reszty świata. Ojciec i brat nie przeżyli wojny. Skromna pensja ledwo wystarcza, by związać koniec z końcem, a wokół stale wszystko drożeje. Przejmujący obraz biedy nie daje się zapomnieć:

Wojna już się skończyła, ale nie nędza. Spłaszczyła się tylko pod huraganowym ogniem rozporządzeń, podstępnie przyczaiła w papierowych kazamatach świeżo wydrukowanych, mokrych jeszcze banknotów i wojennych pożyczek. Ale zaraz potem wypełza znowu na powierzchnię, z zapadłymi oczyma, z rozdziawionymi ustami, głodna i zuchwała wyżera resztki odpadów z wojennych śmietników. Z nieba sypie się śnieg mianowników, zer, setki tysięcy, miliony, a każdy płatek, każdy grubszy banknot natychmiast roztapia się w ciepłej dłoni. Śpisz, a pieniądz topnieje, zmieniasz znoszone drewniaki, by pobiec znowu na targ, a on w tym czasie rozmienia się na drobne; mimo że ciągle w biegu – zawsze jesteś spóźniony. [...] szalony, pogmatwany korowód cyfr i liczb porywa z sobą w zachłanną, nienasyconą pustkę ostatni dobytek: zrywa matce z szyi złoty łańcuszek, z palca obrączkę, ze stołu adamaszkową serwetę. Jednak ile by w nią wrzucać, wszystko na nic, niczym nie można zatkać tej czarnej piekielnej dziury.