Nie-bajka o Kopciuszku

Stefan Zweig, Dziewczyna z poczty
Wydawnictwo W. A. B., seria Nowy Kanon


Stefan Zweig (1881-1942) był austriackim pisarzem pochodzenia żydowskiego. Studiował filozofię i historię sztuki. Nazywany "psychologiem z pasji", tworzył dzieła analizujące zbiorową duszę społeczeństwa, pojedynczych ludzi i jego samego. Polskiemu czytelnikowi znany jest jako autor zbeletryzowanych biografii (Balzac, Maria Antonina, Maria Stuart) czy powieści wydanych ponad pół wieku temu: Niecierpliwość serca, Świat wczorajszy.

Austria, lata 20. XX wieku. Główną bohaterką jest dwudziestoośmioletnia Christine wiodąca beznadziejne i ubogie życie u boku chorującej matki, spędzająca sześć dni w tygodniu w znienawidzonym wiejskim urzędzie pocztowym, oddzielona szybą od reszty świata. Ojciec i brat nie przeżyli wojny. Skromna pensja ledwo wystarcza, by związać koniec z końcem, a wokół stale wszystko drożeje. Przejmujący obraz biedy nie daje się zapomnieć:

Wojna już się skończyła, ale nie nędza. Spłaszczyła się tylko pod huraganowym ogniem rozporządzeń, podstępnie przyczaiła w papierowych kazamatach świeżo wydrukowanych, mokrych jeszcze banknotów i wojennych pożyczek. Ale zaraz potem wypełza znowu na powierzchnię, z zapadłymi oczyma, z rozdziawionymi ustami, głodna i zuchwała wyżera resztki odpadów z wojennych śmietników. Z nieba sypie się śnieg mianowników, zer, setki tysięcy, miliony, a każdy płatek, każdy grubszy banknot natychmiast roztapia się w ciepłej dłoni. Śpisz, a pieniądz topnieje, zmieniasz znoszone drewniaki, by pobiec znowu na targ, a on w tym czasie rozmienia się na drobne; mimo że ciągle w biegu – zawsze jesteś spóźniony. [...] szalony, pogmatwany korowód cyfr i liczb porywa z sobą w zachłanną, nienasyconą pustkę ostatni dobytek: zrywa matce z szyi złoty łańcuszek, z palca obrączkę, ze stołu adamaszkową serwetę. Jednak ile by w nią wrzucać, wszystko na nic, niczym nie można zatkać tej czarnej piekielnej dziury.


Dziewczyna mimo młodego wieku nie ma już żadnych nadziei, marzeń ani planów; na jej młodej twarzy rysują się zmarszczki, a w sercu panuje chłód i smutek. I wtedy niespodziewanie pojawia się promyk światła: Christine odbiera telegram od bogatej ciotki z Ameryki, w którym ta zaprasza ją na wspólny urlop do Szwajcarii. W lusksusowym hotelu, którego zbytek i przepych początkowo jest nie do pojęcia, w nowej fryzurze i delikatnych sukniach, w masce nowego nazwiska – bo nowa nieznajoma została wzięta za członka zamożnej rodziny von Boolen – dziewczyna z dnia na dzień zmienia się nie do poznania, zachłystuje się bogactwem, swobodą, sympatią młodych dżentelmenów, światem, który nagle stoi przed nią otworem. Nieśmiała, skromniutka i przygnębiona panienka została zamknięta w szafie wraz z małym wiklinowym kuferkiem, koszmarną bluzką i starą spódnicą, gdy tymczasem świeżym górskim powietrzem oddycha, na salonach tańczy i śmieje się żywiołowa Christiane von Boolen. Parę dni wystarczyło, by obudzić w niej dumę, śmiałość, by zobaczyła, jak mogłoby wyglądać życie. Czar jednak pryska, gdy zazdrosna znajoma wyjawia tajemnicę biednej Christine: od ubogiej wiejskiej dziewczyny momentalnie odwraca się całe towarzystwo, nowi znajomi stają się obcymi ludźmi i okazuje się, że od życia, jak zawsze, oddziela ją brak pieniędzy. Jak wrócić do pracy, do pustego domu, do starych, zdartych ubrań, kiedy przez kilka dni doświadczyło się życia jak z bajki? Każde słowo "za drogo" drażni nieporównanie bardziej, starzy przyjaciele wydają się ograniczeni i nieprzyjemni, wilgotna, zimna pościel napawa wstrętem, pobudki przed świtem stają się nieznośne. Jak się stąd wyrwać, jak – choć na chwilę – wrócić na tamtą bajeczną salę pełną muzyki i światła? Jak, za te parę groszy, kupić sobie lepsze, prawdziwe życie?

W połowie książki poznajemy jeszcze drugiego bohatera, Ferdinanda, którego życie także przekreśliła wojna. Oboje rozumieją się od pierwszej chwili, wspólnota doświadczeń czyni ich bliskimi sobie jeszcze zanim wymienią pierwsze słowa, choć każde z nich na nieszczęścia reaguje trochę inaczej. Zgadzają się jednak, że dalsza egzystencja na tym poziomie jest nie do zniesienia i są gotowi na wszystko, by uniknąć takiego losu.

Dziewczyna z poczty powstawała na przestrzeni lat i na zawsze pozostała powieścią niedokończoną, choć wolę myśleć, że zakończenie jest po prostu otwarte. Na szczęście po lekturze nie ma się wcale wrażenia, żeby czegoś brakowało. Pisząc, Zweig czerpał z własnego życia, obdarzając po trochu obydwoje bohaterów swoimi przeżyciami i odczuciami. Urodzony w zamożnej rodzinie, na własnej skórze doświadczył, jak to jest w jednej chwili stracić wszystko i stać się żebrakiem. Latami odczuwał bezsilną złość wobec wojny i państwa, skazującego swoich obywateli na nędzną wegetację. W samobójstwie wreszcie upatrywał wyzwolenia, ostatniego aktu świadomej woli, przejawu bohaterstwa – i choć swoim bohaterom daruje ostatnią  być może złudną, ale jednak  nadzieję, sam wybiera taką właśnie śmierć w 1942 roku.

Nie na darmo pisarz poświęcił wiele czasu na pogłębianie zainteresowania psychologią: bohaterowie tej powieści są jak żywi. Żaden z nich nie jest idealny i nawet główne postacie są zbudowane realistycznie. Christine bardzo szybko zapomina o dawnym świecie, nagle zaczyna myśleć tylko o sobie, wśród nowych rozrywek nie znajduje nawet czasu, by napisać do ciężko chorej matki ani podziękować wujkowi i ciotce, którym wszystko zawdzięcza. Po powrocie na wieś jest opryskliwa, nieprzyjemna, krytyczna wobec wszystkich i wszystkiego dookoła. Ferdinand jest ambitny, pracowity, ale z drugiej strony w relacji z Christine wydaje się egoistyczny: zabierając ją do obskurnego hotelu lub w momencie, gdy wciągając ją w swoje plany zaznacza, że "nie może jej obiecać, że zawsze z nią będzie – niewykluczone, że kiedyś będzie chciał odejść". Oboje są rozdwojeni w sobie, w każdym z nich mieszka po dwóch bohaterów, którzy ścierają się ze sobą: jeden pokonany przez życie i jeden niegodzący się na nie. Nawet szwajcarskie towarzystwo nie jest jednolite i jednoznacznie złe: należy wszak do niego szlachetny generał Elkins i choć większość poznanych w hotelu ludzi jest płytka, małostkowa, zazdrosna – nie można przekreślić wszystkich. Bardzo interesującą osobą jest też ciotka głównej bohaterki, która sama wypłynęła na powierzchnię i zaczepiła się w tym bajkowym świecie na dłużej, a jednak bardzo niewiele potrzeba, by powróciły wszystkie lęki i strach, że lada moment coś ją może ściągnąć z powrotem na sam dół.

Język Zweiga jest wyjątkowy, bardzo obrazowy i niesamowicie oddziałujący na wyobraźnię. Pisarz przywołuje mnóstwo szczegółów i szczególików. Miejscami miałam wrażenie, że zdania są wręcz przeładowane określeniami i czasem raziła mnie ilość epitetów, jednak w przeważającej części książkę czyta się naprawdę dobrze. Swoją atmosferą wciąga od pierwszych stron, z kart powieści wyłania się odpowiednio, z równą siłą, przerażający obraz nędzy albo blask salonów – można niemal poczuć orzeźwiające górskie powietrze, którym oddycha Christine, usłyszeć, jak zadyszana, z zaróżowionymi policzkami, siedzi obok i opowiada o porannej wspinaczce. W kilku miejscach miałam też wrażenie, że całość została sklejona z mniejszych fragmentów, brakowało mi płynności w prowadzeniu narracji, między pierwszą częścią – urlopem w hotelu – a drugą, o powrocie na wieś, zieje przepaść. Z jednej strony ma to uzasadnienie w wymowie tekstu, z drugiej – można odnieść wrażenie, jakby się czytało dwie odrębne powieści.

Można by o tej książce pisać i pisać. Osobnym tematem jest tu obraz międzywojennej Austrii, kwestia samobójstwa (jako nie tyle ucieczki od problemów, co świadomego wyboru), relacja między Christine i Ferndinandem. Im dłużej myślę o Dziewczynie z poczty, tym więcej pytań pojawia się w mojej głowie i tym bardziej bohaterowie wciągają mnie w swój świat. Można się zastanawiać, czy Christine rzeczywiście nie mogła znaleźć szczęścia tam, gdzie żyła? Miała w końcu stałą posadę, dobrego przyjaciela, Ferdinanda – mnóstwo ludzi znajduje szczęście w takim prostym życiu. Z drugiej strony – dlaczego została pozbawiona szansy na swobodne życie wśród ludzi, bez liczenia każdego grosza? Na ile pieniądze  a raczej ich brak  przekreślają możliwość zaznania szczęścia? Gdzie przebiega granica między być a mieć i dlaczego wszystko, co dobre, trzeba sobie kupić – bo nawet na miłość w pewnym momencie nie ma miejsca? No i Ferdinand – czy nie mógł zacząć jeszcze raz ze względu na Christine? Postąpił egoistycznie czy był już tak złamany, że niczego innego nie można było po nim oczekiwać? Gdzie leży granica, za którą nie ma się już siły na kolejne próby? Pytania mogłabym jeszcze mnożyć. 

Polecam. To powieść o potrzebie bliskości, o tym, jak nędza niszczy człowieka, o sprawiedliwości, destrukcyjnej sile wojny, prawie do szczęścia, o istocie życia. Książka, o której nie da się od razu zapomnieć.

Moja ocena: 8/10 (chciałam dać 7, ale im dłużej o niej myślę, tym bardziej mi się podoba).

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu W.A.B.

26 komentarzy:

  1. Początkowo nie byłam przekonana, ale recenzja przechyliła szalę. Koniecznie chcę przeczytać! Uwielbiam taką tematykę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taka historia o współczesnym kopciuszku

      Usuń
  2. Też tak czasem mam, że w połowie lektury chcę dać niską ocenę, a potem kończę, zaczynam się zastanawiać, nagle dociera do mnie, że tak wszystko do siebie pasuje. Doznaję olśnienia i oceniam na więcej niż zamierzałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z polecanki skorzystam, tym bardziej, że Zweiga znam z poruszającej "Niecierpliwości serca" :) A nie wiesz, dlaczego ta książka została wydana w Polsce dopiero teraz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia. Ja z kolei nie znam innych jego książek, teraz mam ochotę na biografie.

      Usuń
  4. Och, to już druga recenzja, która brzmi tak bardzo zachęcająco! Nie wiem, dlaczego jeszcze nie kupiłam tej książki:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie wiem, ale w każdej chwili możesz to zmienić :)

      Usuń
  5. Kilka pierwszych strony już za mną, klimat trochę kafkowski, zobaczymy co będzie dalej ... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytana, świetna, klimat "kafkowski" przeszedł we "freudowski" :-) Co do zakończenia, to że jest otwarte to fakt ale wyraźnie widać po nim, że podobnie jak X Symfonia Mahlera, "Dziewczyna" to dzieło niedokończone, choć może to i lepiej ...

      Usuń
    2. No właśnie, bardziej "freudowski" :)
      Niby nie lubię niedokończonych książek, ale ta - właśnie z takim urwanym zakończeniem - bardzo mi się podobała. I tak jak piszesz, chyba lepiej, że jest taka zawieszona. Mam wrażenie, że to, czy im się uda, czy nie - jest w sumie nieważne, a opisując dalszy ciąg Zweig siłą rzeczy przeniósłby akcent i powieść miałaby już trochę inną wymowę.

      Usuń
    3. Eh, niby racja a jednak poczucie niedosytu jest, takie jak po doskonałym obiedzie, na którym wszystko tak smakowało, że nic nie zostało na półmiskach a chciałoby się jeszcze dokładki :-) Najbardziej jednak żałuję, że napisał chyba tylko 3 (?) powieści a i to nie wszystkie u nas przetłumaczono.

      Usuń
    4. Ale po dobrych, dokończonych powieściach też pozostaje niedosyt i chciałoby się jeszcze i jeszcze :)

      Jeszcze są biografie, ja zamierzam po którąś sięgnąć w (mam nadzieję) niedalekiej przyszłości.

      Usuń
  6. Oj jak niesamowicie "chodzi"za mną ta książka,a jej klimat i fabuła to to co lubię najbardziej;-)Tylko ten wąż w kieszeni sic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prędzej czy później na pewno znajdziesz w bibliotece :)

      Usuń
  7. Już za sprawą samej Twojej recenzji oczarowała mnie ta książka. Główna bohaterka szalenie mnie zaintrygowała, a i tematyka całej książki jest dla mnie ciekawa. Z chęcią przeczytam tę pozycję. Natomiast po przeczytaniu notki o autorze nie mogę wyjść ze zdumienia, jak do tego doszło, że nie znam jeszcze żadnej jego pozycji... Uwielbiam Twojego bloga. Zawsze znajdę tu jakąś perełkę, odkryję jakiegoś fascynującego autora... :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa :) Dla mnie to też było pierwsze spotkanie z autorem, ale na pewno nie ostatnie.

      Usuń
  8. Zweiga znam z "Niecierpliwości serca". Po recenzowaną przez Ciebie książkę miałabym ochotę sięgnąć - lubię prawie całą tę serię wydawniczą (ostatnio tylko rozczarowałam się "Gorzkim spotkaniem", ale traktuję to jako wyjątek potwierdzający regułę, że po Nowy Kanon warto sięgać).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ciekawa seria - dla mnie to pierwszy tytuł, ale będę się od tej pory uważnie przyglądać kolejnym. Uwielbiam to wydawnictwo :)

      Usuń
  9. Bardzo ciekawa recenzja i bardzo wysoka ocena. Nie znam tego pisarza, więc chętnie sięgnę. Zakonotuję w pamięci. A przy okazji - nie na temat przeglądając gdzieś stare wpisy i komentarze zauważyłam, że także uwielbiasz Hugo. To też i mój ukochany pisarz; też czytałam trzy wymienione przez ciebie książki i też mam zamiar sięgnąć po inne. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Hugo kocham miłością wielką i wierną :) Nie czytałam tylko tych dwóch najwcześniejszych - nie mogę do nich dotrzeć - i "Roku 1973", bo trochę się obawiałam, że mnie przytłoczy historią - ale powoli zmieniam zdanie i mam ochotę się z nią zmierzyć.

      Usuń
  10. O autorze słyszałam, ale nie czytałam. Widzę, że nie mnie jedną zachęciłaś. Recenzja piękna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Jak już sięgniesz, to będę bardzo ciekawa Twoich wrażeń!

      Usuń
  11. Bardzo duże wrażenie na mnie wywarły opowiadania 24 godziny z życia kobiety. Na pewno sięgnę po Dziewczynę z poczty.

    OdpowiedzUsuń
  12. podobają mi się takie ksiązki. Ciekawa jestm czy mi się spodoba. nie prezekonam się dopóki nie sięgne

    OdpowiedzUsuń