Jako
dziecko – jak pewnie większość z Was – chodziłam do
spożywczego i warzywniaka, bywałam w piekarni i cukierni, a także
w papierniczym, pasmanterii, drogerii i wielu innych sklepach. Moje dziecko nie chodzi do spożywczego, bo nie mamy takiego w
okolicy (!). Owszem, znamy mięsny i aptekę, czasem zachodzimy do
stoiska warzywnego i budki z rybami, ale po bułkę i lody idziemy do
Biedronki, po blok rysunkowy, mydło i powidło – do Carrefoura*, a
książki, ciuchy i sto pięćdziesiąt innych rzeczy... zamawiamy w
internecie. I – jak w przypadku opowieści o dinozaurach i
krasnoludkach – pozostaje sięgnąć po książkę...
