Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świat przedwojenny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świat przedwojenny. Pokaż wszystkie posty

Klatka dla trojga


Dezső Kosztolányi, Ptaszyna
Państwowy Instytut Wydawniczy

Po wielce udanym spotkaniu z prozą Magdy Szabo przyszedł czas na kolejnego węgierskiego pisarza, Dezső Kosztolányiego (1885-1936), o którym Sándor Márai napisał: Tylko powierzchowni pisarze sądzą, że tajemnicą sukcesu jest „zejść na poziom czytelnika“. Kosztolányi, jak każdy dobry pisarz, starał się wznieść na poziom czytelnika. Brzmi obiecująco, prawda? Ptaszyna to książka egzotyczna pod dwoma względami: po pierwsze, literatura węgierska jest wciąż mało popularna; po drugie – powieść ukazała się po raz pierwszy w 1924 roku, do świeżynek więc nie należy.

Jak kochali sto lat temu


Maria Rodziewiczówna, Macierz
Wydawnictwo Literackie

Macierz po raz pierwszy ukazała się 110 lat temu, w 1903 roku. Maria Rodziewiczówna pisała już od dwudziestu lat, i choć ta powieść nie należy do jej najbardziej znanych dzieł, jest moim zdaniem godna przypomnienia. Strasznie nie lubię współczesnych romansów i obrazu miłości, jaki się obecnie kreuje: ta książka była cudowną odskocznią od wszystkiego, co dziś serwują nam media i literatura popularna.

Tytani promieniotwórczości


Barbara Goldsmith, Geniusz i obsesja. Wewnętrzny świat Marii Curie
Wydawnictwo Dolnośląskie

Maria Curie-Skłodowska zafascynowała mnie w momencie, gdy przeczytałam W poszukiwaniu światła  wspaniałą książkę dla starszych dzieci. Od tamtej pory wciąż miałam ochotę na więcej, bardzo chciałam przeczytać jakąś poważniejszą i obszerniejszą biografię wielkiej uczonej. Taką książką jest właśnie Geniusz i obsesja.

„Mnie właściwie nudzi cisza“


Magda Szabó, Staroświecka historia
Państwowy Instytut Wydawniczy

Uwielbiam biografie, powieści biograficzne i autobiograficzne. Uwielbiam czytać o znanych postaciach, pisarzach, o tym, jacy byli jako zwykli ludzie, na co dzień; co ich ukształtowało, co uczyniło ich wyjątkowymi, co sprawiło, że pisali tak a nie inaczej, że ich życie potoczyło się takim a nie innym torem. Staroświecka historia wpisuje się właśnie w ten nurt, choć Magda Szabó nie pisze o sobie, ciężko nawet powiedzieć, że o swoich korzeniach – bo właściwą bohaterką tej opowieści od początku do końca jest jej matka, Lenke Jablonczay, i o jej życie tu chodzi, a nie o odtworzenie otoczenia, w jakim przyszła na świat i wzrastała autorka.

Historia rozgrywa się pod koniec XIX i na początku XX wieku, w świecie, który wraz z wojną powoli zaczął osuwać się w niepamięć i ocalał tylko w opowieściach. Rozpoczyna się, gdy Lenke nie ma jeszcze na świecie, a kończy wraz z narodzinami jej drugiej córki, właśnie Magdy. Autorka cofa się aż do życia swoich pradziadków, by sumiennie przedstawić sytuację, w jakiej znalazła się w pewnym momencie jej matka: opowiada o wielkiej miłości jej rodziców, która z czasem obróciła się przeciwko nim i zmusiła do koszmarnych wyborów; opowiada o babce i ciotkach, które wzięły pod swój dach wystraszoną czteroletnią dziewczynkę i zapewniły jej względną opiekę do momentu zamążpójścia; opowiada o zawirowaniach w życiu Lenke i jej nielicznych radościach, dociera wreszcie do samej głębi jej duszy, rozumiejąc matkę jak chyba mało kto.

Nie czas na marzenia


Iwona Menzel, Czas tarantul
Wydawnictwo MG

Zwykle z bardzo dużą rezerwą podchodzę do powieści współczesnych polskich autorek. Tym razem także miałam pewne obawy, ale z drugiej strony książka mnie ciekawiła. Iwona Menzel, z wykształcenia architekt, urodziła się i wychowała w Warszawie, a po ślubie wyjechała do Niemiec. Napisała już kilka powieści: W poszukiwaniu zapachu snów, Zatańczyć czeczotkę, Z widokiem na Castello, Nie chodź ciemną doliną.

Bohaterką Czasu tarantul jest Vera, młoda Niemka. Na początku powieści ma osiemnaście lat i wielkie nadzieje: przeniosła się właśnie z rodzinnej wsi do wielkiego, nowoczesnego, oszałamiającego Berlina, gdzie pragnie rozwijać swój muzyczny talent, zrobić karierę, znaleźć miłość, czerpać z życia pełnymi garściami. I może nawet jej marzenia miałyby szansę się spełnić, gdyby nie fakt, że to lata 30. XX wieku. Jeszcze niewiele się dzieje, ale już na scenę wkracza Hitler: śmieszny człowiek z idiotycznym wąsikiem i teatralnymi gestami, który nie mówiąc nic odkrywczego, porywa tłumy. Wujek Very, Johannes von Klink, ciotka Toni, służba, znajomi z teatru – wszyscy z rosnącą uwagą obserwują gęstnienie atmosfery i zmiany polityczne. Jeszcze sobie nie uświadamiają, czego są świadkami, jeszcze im się wydaje, że to chwilowa zawierucha i zaraz wszystko wróci do normy: a jednak ich świat powoli rozsypuje się w gruzy.

Autorka nie pokazuje nam biednych, pokrzywdzonych Niemców. Próbuje zrozumieć i przedstawić różnorodne postawy, odpowiedzieć na pytanie, jakim cudem dziwny człowiek znikąd, będący antytezą głoszonych przez siebie ideałów, z nieprawdopodobną teorią o rasach, przejmuje władzę i porywa za sobą cały naród. Ludzie jak ludzie, reagują bardzo różnie: niektórzy są nieufni, inni zaniepokojeni, jeszcze inni podekscytowani i ślepo zapatrzeni w Wodza. Dla jednych to okazja do wybicia się, dla drugich – ciężki czas, w którym wierność wartościom staje się prawie niemożliwa, a próba ocalenia czegokolwiek jest skazana na niepowodzenie i można co najwyżej wybrać mniejsze zło. Dla Niemców pochodzenia żydowskiego to konieczność opuszczenia ojczyzny, z którą ciężko się pogodzić. Doktor Goldberg, współpracownik von Klincka, tak reaguje na propozycję emigracji: Wyjechać (...). Nie, właściwie nie. To mój kraj. Moja rodzina żyje tu od osiemnastego wieku, uważam się za patriotę. Dlaczego miałbym wyjeżdżać? Tylko dlatego, że chwilowo doszła do władzy garść fanatyków? Nie, proszę pana. Ja wierzę w wielką kulturę niemiecką. Dwa lata złych rządów nie są w stanie jej zniszczyć.

Siostry Brontë po raz pierwszy


Charlotte Brontë, Shirley
Wydawnictwo MG

Charlotte Brontë (1816–1855) jest najstarszą z trzech sióstr-pisarek (choć miała jeszcze dwie starsze siostry). Przez kilka lat uczyła angielskiego w szkole z internatem; w 1954 toku wyszła za mąż i zaszła w ciążę, jednak już rok później zmarła wraz ze swym nienarodzonym dzieckiem. Jest autorką czterech powieści: najbardziej znanych Dziwnych losów Jane Eyre, Shirley, Villette oraz The Proffesor (ta ostatnia nie została jeszcze przetłumaczona na polski). Ponadto wraz z Emily i Anną wydała w 1845 roku zbiór swoich utworów poetyckich (wszystkie siostry ukryły się pod męskimi pseudonimami).

Wbrew pozorom główną bohaterką powieści wcale nie jest panna Shirley Keeldar, a przynajmniej – nie jest jedyną główną bohaterką. Równie (jeśli nie bardziej!) godna tego miana okazuje się osiemnastoletnia Caroline Helstone, siostrzenica proboszcza parafii Briarfield, właściwie sierota, gdyż jej ojciec zmarł, a matka jeszcze wcześniej odeszła. Jej życie upływa spokojnie, a jedynym urozmaiceniem jest prowadzenie szkółki niedzielnej i lekcje pobierane u starszej kuzynki, Hortensji Moore. W Hollow wraz z Hortensją mieszka także kuzyn Caroline, Robert, którego ta darzy cichym i wiernym uczuciem, wydawałoby się – odwzajemnionym. Niestety młody dżentelmen znajduje się w finansowych tarapatach – próbuje prowadzić fabrykę, jednak napotyka liczne trudności: wojna z Napoleonem (mamy rok 1811) drastycznie ogranicza rynek zbytu, a miejscowi robotnicy robią wszystko, by nie dopuścić do rozkręcenia interesu, który pozbawi ich pracy i środków do życia. Stojąc na granicy bankructwa, Moore nie może sobie pozwolić na podążanie za głosem serca. Gdy w życie bohaterów wkracza Shirley, młoda dziedziczka Fieldhead, wszystko ulega zmianie: jest świetną partią dla młodego przedsiębiorcy i dobrą przyjaciółką dla Caroline.

Akcja rozwija się bardzo powoli nawet jak na XIX-wieczną powieść: tytułową bohaterkę poznajemy dopiero na dwusetnej stronie. Nie oznacza to jednak, że wcześniej się nudzimy: Brontë wnikliwie i starannie, a także z niemałym poczuciem humoru portretuje kolejne postacie (na przykład o Hortensji Moore czytamy: Może nie była to głowa bogini – plątanina papilotów wokół skroni w rzeczy samej wykluczała postawienie takiej tezy – ale nie była to też głowa Gorgony). Sporo miejsca poświęca także wątkom pobocznym. Znacznie większą rolę niż w Dziwnych losach Jane Eyre odgrywa tu tło społeczno-polityczne. Obserwujemy konlikty na tle klasowym i konsekwencje rewolucji przemysłowej; autorka przedstawia nam dość przygnębiający portret angielskiego duchowieństwa oraz porusza kwestię równouprawnienia (tu kluczową postacią jest właśnie tytułowa bohaterka; Brontë zaznacza, że "Shirley" to imię męskie – mi osobiście tak naturalnie kojarzy się ono z Anią z Zielonego Wzgórza, że szczerze się zdziwiłam). Jednym słowem: rejestruje zmiany zachodzące we wszystkich sferach życia. Poza tym mamy w powieści odpowiednią dawkę romansu z nieodzownymi nieporozumieniami i mijaniem się zakochanych bohaterów. Ale muszę przyznać, że kilka razy udało się autorce mnie zaskoczyć, co znacznie zwiększyło przyjemność lektury.

Macierzyństwo sprzed wieku


Maria Kuncewiczowa, Przymierze z dzieckiem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Marię Kuncewiczową (1895-1989) znamy przede wszystkim jako autorkę Cudzoziemki, chociaż wydała ona bardzo wiele opowiadań, powieści, a także liczne szkice i zapiski (Dyliżans warszawski, Miasto Heroda. Notatki Palestyńskie, Don Kichot i niańki).

Przymierze z dzieckiem to zbiór opowiadań opublikowany w 1927 roku – pierwszy wydany przez autorkę i ośmielę się stwierdzić, że to widać. Bliżej chciałabym się przyjrzeć tylko tytułowemu opowiadaniu, które najbardziej mnie interesowało i to ze względu na nie wybrałam ten właśnie tom.

Bohaterką opowiadania jest Teresa, młoda kobieta niepotrafiąca odnaleźć się jako matka. Nie pragnie dziecka, poród jest dla niej koszmarnymi torturami, a kolejne miesiące wcale tych wspomnień nie zacierają, przeciwnie – Teresa czuje się uwiązana, odebrana sobie samej, zgnębiona. Po pewnym czasie podejmuje próbę powrotu do dawnego życia, dla siebie: szuka męskiego towarzystwa, wychodzi do ludzi. Dopiero gdy synek zaczyna chodzić, mówić, staje się rzeczywiście odrębną istotą, Teresa uczy się go kochać, nawiązuje się między nimi relacja wynikająca z decyzji, a nie przymusu.

Autorka porusza niewątpliwie ważny problem. Jeszcze dziś wiele kobiet czuje się przytłoczonych ogromem stawianych przed nimi oczekiwań, o czym świadczą na przykład takie strony czy takie książki. Wciąż pojawiają się głosy buntu wobec schematu matki-Polki, zawsze zadbanej, z pysznym obiadem na stole, w posprzątanym na błysk mieszkaniu i przeszczęśliwej, że od rana do wieczora zajmuje się trójką dzieci. Nawet dziś kobiety czują, że odmawia się im prawa do bycia zmęczoną macierzyństwem – łatwo więc sobie wyobrazić, jaki skandal wywołał taki tekst sto lat temu! Przez wieki przecież kobiety były postrzegane przez pryzmat swoich dzieci, a ich brak odbierano jako przekleństwo. Tymczasem Kuncewiczowa nie boi się pokazać, że wychowywanie następnego pokolenia nie musi być sensem życia każdej kobiety, a jej wartość nie jest zależna od tego, ilu synów urodzi; że nie istnieje coś takiego jak "instynkt macierzyński", miłość nie bierze się znikąd, a kobieta ma prawo pragnąć własnego szczęścia.

O życiu całkiem zwyczajnie

Maria Dąbrowska, Noce i dnie

Z ząbkującym niemowlakiem w jednej ręce, z książką w drugiej, udało mi się wreszcie skończyć Noce i dnie. Niegdyś lektura, teraz już chyba nikt nie oczekuje od licealisty przebrnięcia przez cztery tomy sagi. Ja pierwsze dwa tomy przeczytałam na studiach, by dopiero po dwóch latach wrócić do trzeciego i czwartego.

Maria Dąbrowska z rozmachem i śmiałością maluje przed czytelnikiem świat, którego już nie ma. Przedwojenna wieś urzeka i przyciąga. Cztery tomy powieści pozwalają autorce na drobiazgowe przedstawienie miejsca i czasu, w którym przyszło żyć bohaterom - dzięki temu czytelnik rzeczywiście może się przenieść sto lat wstecz i zapomnieć na chwilę, że żyje w XXI wieku.

Losy Barbary i Bogumiła Niechciców nie są pod żadnym względem wyjątkowe, ot, po prostu, historia dwojga całkiem zwyczajnych ludzi i ich dzieci. Nie wszystkie ich nadzieje się realizują, niespełniona miłość Barbary do końca pozostaje miłością niespełnioną, własny majątek udaje im się kupić w zasadzie zbyt późno, nie brak kłopotów wychowawczych. Mimo to Barbara wiedzie dobre, normalne życie u boku dobrego, normalnego męża. Ta zwyczajność właśnie najbardziej mi się podoba: bo zalewani morzem współczesnych powieści "obyczajowych" żyjemy w przekonaniu, że każdemu (każdej) pisany jest książę z bajki i romantyczna miłość po grób. A Dąbrowska opowiada o miłości takiej, jaką żyły nasze prababki - wyrastającej ze wspólnego przeżywania kolejnych nocy i dni. Takiej, która pozwala powiedzieć Bogumiłowi: Tyś dobra na ciężkie czasy. Tyś kochająca nawet, kiedy nie kochasz.