To teoretycznie książka dla dzieci;
ma obrazki, duże litery i tak dalej. Ale po wpisie na blogu Maki w Giverny po prostu musiałam ją mieć i nawet nie udawałam, że
kupuję ją dla dzieci, bo zanim do niej dorosną, minie jeszcze
dobre parę lat. Kupiłam dla siebie. Siadłam i przeczytałam,
robiąc przerwy tylko na to, co konieczne.
