Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agata Baranowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agata Baranowska. Pokaż wszystkie posty

Niewielka książeczka o wielkiej stracie


Agata Baranowska, Dzidziuś. Niewielka książeczka o wielkiej stracie
Wydawnictwo Ilustratornia

Książka może budzić kontrowersje, bo czy dzieciom rzeczywiście trzeba czytać, opowiadać o poronieniu? Czy powinno się w ogóle poruszać takie trudne, "dorosłe" tematy? Nie ma to chyba większego sensu, gdy dziecko zna problem tylko ze słyszenia – co innego jednak, gdy musimy się z nim zmierzyć w rodzinie. Agata Baranowska zaproponowała przepiękną książeczkę, która w niewielu słowach i bez zbędnych uwag – a można przecież na ten temat powiedzieć bardzo wiele – pomaga zrozumieć i oswoić ból, daje dziecku prawo do złości, rozczarowania, żalu, przypomina, że nie tylko rodzice odczuwają stratę i pomaga wspólnie przeżyć żałobę.

Całą historię opowiada kilkuletnia dziewczynka: bardzo dobrze stylizowanym, prostym językiem, z perspektywy dziecka, które nie do końca wszystko rozumie, a jednak wie tyle, by cierpieć. Zaczyna się od oczekiwania: mama przynosi zdjęcie zrobione "specjalnym aparatem", wszyscy się cieszą i rozpoczynają planowanie: trzeba kupić wózek, łóżeczko, maleńkie ubranka! Dziewczynka z niecierpliwością czeka na małą siostrzyczkę, choć znalazło się też miejsce na niepokój: Czy wszystkimi zabawkami będę musiała się podzielić? Tego się już jednak nie dowie, bo w nocy mama ląduje w szpitalu.

Nie rozumiem, co się stało. Przecież umierają tylko bardzo starzy ludzie, a nie dzidziusie. To na pewno nieprawda! Niech lekarz zajrzy do mamy jeszcze raz! Tym specjalnym aparatem!

Piękna historia dla małych i dużych


Agata Baranowska, O Zającu, który szukał Swojego Miejsca
Oprawa: twarda
Stron: 36
Wydawnictwo: Ilustratornia

Kiedy tylko zobaczyłam pasiastego szmacianego zajączka na okładce, pomyślałam, że to musi być cudna książka. Kiedy obejrzałam ilustracje, byłam o tym jeszcze bardziej przekonana. Teraz przeczytałam całą historię i jestem zachwycona.

Nie wiem, czy jest dziecko, które by się nie wzruszyło już podczas lektury pierwszej strony: o Zającu, który dzień po dniu czekał na wystawie sklepowej na dziecko, które go przygarnie i nada mu imię. W końcu, znudzona bezczynnością, przełamując lęk przed wielkim światem, przytulanka postanawia nie czekać dłużej i sama wyruszyć na poszukiwanie Swojego Miejsca. W tym celu podejmuje pracę w mieście i poza miastem, próbuje różnych zajęć, niestety – bez efektu. Zając chce być blisko ludzi i służyć im, ale oni nie dostrzegają jego wysiłków, a tym bardziej uczuć drzemiących w małym serduszku. Na szczęście pewnego deszczowego przygnębiony bohater spotyka Hanię, która przygarnia go pod swój parasol, a następnie zabiera do domu, do innych zabawek. Od odnalezionego tam przyjaciela-Pajacyka Zając dowiaduje się, że dziewczynka przyszła do sklepu wkrótce po jego ucieczce – może gdyby poczekał, już wtedy by go wybrała?

Zając odnajduje w końcu Swoje Miejsce, ale nawet nie to jest najważniejsze: okazuje się bowiem, że co najmniej równie ważna jest sama droga. Przytulanka nie żałuje, że wybrała się w odważną podróż, nie żałuje nawet przykrych doświadczeń, smutku i rozczarowań – bo one wszystkie wzbogaciły ją i stały się jej skarbem. Ta prawda została bardzo mocno zaakcentowana, co – tak mi się wydaje – rzadko się dzieje w książkach dla dzieci.