Czy dobro jest równie banalne jak zło?

Slavenka Drakulić, Ciało z jej ciała
Wydawnictwo W.A.B.

Slavenka Drakulić (ur. 1949) jest chorwacką dziennikarką i pisarką. Nie wiem, jaka jest jako reporterka wojenna, natomiast jej książka Ciało z jej ciała jest bardzo specyficzna, bo niezwykle osobista. Autorka podejmuje w niej temat przeszczepu nerki od żyjącego dawcy niespokrewnionego, rozmawia z takimi dawcami, zadaje pytania o ich motywacje, wreszcie - wyjawia, jak to jest być po tej drugiej stronie: przyjąć tak konkretny dar od obcej osoby. 



Już na wstępie trochę się rozeszłyśmy z autorką w postrzeganiu rzeczywistości, gdyż Drakulić, jak wielokrotnie sama wyznaje, nie ma pojęcia, jak można oddać kawałek siebie obcemu człowiekowi. Sama dwukrotnie otrzymała nerkę (raz od dawcy zmarłego, za drugim razem - od żyjącego) i bardzo chce zrozumieć, co kieruje ludźmi oddającymi nerkę za życia, jak to możliwe, że chcą się tak poświęcić, nie boją się, nie czerpią z tego korzyści. Te pytania powracają w tekście bardzo natrętnie, widać, że nie dają jej spokoju i po pewnym czasie zaczynają męczyć: mnie to tak nie szokuje, rozumiem to i nie mam potrzeby przepracowywać tematu wciąż od nowa. Autorka podziwia zresztą nawet tych, którzy godzą się na pobranie narządów od bliskich zmarłych, co dla mnie jest już zupełnie oczywiste - czemu odmawiać komuś sprawnych narządów, z których nam już nic nie przyjdzie? Myślę jednak, że Drakulić napisała tę książkę w dużej mierze dla siebie - potrzebowała zrozumieć, przyjąć, uznać za w jakimś stopniu naturalne, że są na świecie ludzie po prostu dobrzy, dla których dzielenie się - czymkolwiek - jest normalne. 

Dziennikarka odwiedziła kilkanaście osób, które zdecydowały się oddać nerkę za życia, poznała ich historie i pobudki. Okazało się, że są one do siebie w pewnej mierze podobne, choć na pierwszy rzut oka byli to ludzie zupełnie różni: pełna energii młoda dziewczyna, pięćdziesięcioletnia buddystka, milioner, duchowny... Powstały ciekawe portrety osób dobrych i bezinteresownych; portrety, które przywracają wiarę w człowieka i budzą chęć pójścia w ich ślady.

Poza relacjami z tych spotkań książka wypełniona jest rozważaniami o naturze ludzkiej, złu i dobru, dawaniu i braniu - bo branie może się okazać ciężarem, a dawanie błogosławieństwem. Drakulić pisze, że doświadczyła w życiu zarówno skrajnego zła - podczas wojny - jak i skrajnego dobra - otrzymała od obcego człowieka, za darmo, szansę na dalsze życie. Z jej słów wynika, że zło wydaje jej się bardziej naturalne, zaś bezinteresowność musi zostać za wszelką cenę wyjaśniona, bo dziwi i szokuje. Smutne...

Nie jest to z pewnością arcydzieło literatury; to książka pisana emocjami, zawierająca powtórzenia, drążąca - dla mnie zbyt długo i głęboko - kilka kwestii wciąż od nowa. Ale podejmująca bardzo ważny temat i mimo wszystko ciekawa. 

10 komentarzy:

  1. Do czego to dochodzi na tym świecie, że ludzie uważają zło za bardziej naturalne i bliższe ludzkiej naturze, niż dobro?! Jestem w szoku i nie tyle smuci mnie coś takiego, ale bardziej chyba przeraża i nie wiem, czy chciałabym sięgnąć po tę książkę. Chyba jednak wolę się łudzić, że w większości przypadków jest odwrotnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No książka nie jest o tym, że ludzie są źli, raczej z takiego punktu wychodzi doświadczenie autorki, która wcześniej była świadkiem wojny w Jugosławii. Książka przeciwnie, zaprzecza temu doświadczeniu i Drakulić też się w końcu przekonuje do tego, że bezinteresowne dobro jest możliwe.

      Usuń
  2. Chyba męczyło by mnie to natarczywe szukanie odpowiedzi. Też wydaje mi się to zupełnie naturalne, a z tego, co opisałaś, można uznać, że do autorki jakoś nie dociera, że to normalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że bagaż jej doświadczeń to usprawiedliwia. Poza tym - na pewno inaczej się człowiek zapatruje na tę sprawę, kiedy ma się postawić w miejscu dawcy, a inaczej, gdy próbuje zrozumieć biorcę takiej nerki. Według mnie łatwiej być dawcą, zwłaszcza w przypadku ludzi, którzy lubią być samowystarczalni. Dlatego też te pytania tak bardzo dręczą autorkę: ona zaciągnęła dozgonny dług wdzięczności wobec obcego człowieka, dług, którego w żaden sposób nie jest w stanie spłacić.

      Usuń
  3. Brzmi ciekawie, ale temat nie interesuje mnie tak bardzo, zeby czytac o tym cala ksiazke... dobrze napisany artykul, to i owszem :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka faktycznie może się wydawać trochę przydługa, ale poszczególne opowieści są właściwie niezależne od siebie, więc zawsze możne przeczytać tylko kilka :) Bo jednak artykuł to będzie trochę co innego...

      Usuń
  4. Podejrzewam, że łatwiej podejść racjonalnie do takiego tematu, gdy samemu nie musiało się bezpośrednio z nim stykać. Mam nadzieję że nigdy nie będę musiała się dowiedzieć, jak to jest, gdy człowiek przyjmuje narządy od zmarłej osoby. To wieki dar ale jak obciąża psychikę nie wiem... Bardzo ciekawy temat, chętnie bym przeczytała choć z drugiej strony może lepiej za dużo nie myśleć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak jestem zwolenniczką myślenia raczej za dużo niż za mało :) A nad takimi kwestiami zawsze się moim zdaniem warto zastanowić. No chyba że wierzysz że jak będziesz o tym myśleć to coś Cię trafi ;)
      Na pewno osobiste doświadczenie autorki wpłynęło na emocjonalne potraktowanie tematu, nie ma co do tego wątpliwości - natomiast mnie dziwi, że dla niej było to aż tak niepojęte, że ktoś może chcieć oddać nerkę. Ja się raczej pytam: wiedząc, że można komuś uratować życie przechodząc niezbyt skomplikowany zabieg, jak można świadomie mu tę możliwość odebrać? Czyjejś mamie, córce, mężowi?

      Usuń
  5. Książka stoi u mnie na półce od kilku lat, tuż obok poruszającej podobny problem polskiej "Na szczycie stromej góry" Judyty Watoły i Dariusza Kortko. Był czas, gdy mocno interesowałam się problemami związanymi z transplantacją, teraz mam jednak mniej niż wtedy siły, by się z nimi mierzyć.
    Uwierz mi jednak, że to co jest oczywiste dla Ciebie, dla większości, przynajmniej w tym kraju, oczywiste nie jest. Gdyby było inaczej, pewnie żyłby mój kolega, który zmarł kilkanaście dni temu, nie doczekawszy się dawcy nerki. Dlatego rozumiem Drakulic; gdybym była w takiej jak ona sytuacji, też pewnie po wielekroć zadawałabym sobie pytanie: jak to możliwe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jakbym się czuła, gdybym to ja potrzebowała nerki. Ale jako potencjalny dawca myślę sobie: czemu nie?

      Usuń