"Idź, sprzedaj wszystko, co masz..."


Widzieliście film? Ja oczywiście nie, bo moje kinowe zaległości sięgają kilku lat i nie zanosi się na poprawę. To akurat wyjątkowo wdzięczny materiał do ekranizacji, więc chętnie obejrzę, jak już będzie w telewizji :) A na razie cieszę się, że przeczytałam książkę.


Rzecz się dzieje w średniowiecznej Anglii. Głównym bohaterem jest biedny chłopiec. Kiedy (zaraz na początku) traci rodziców, jego rodzeństwo trafia do różnych ludzi, on sam zaś ma sporo szczęścia: wyrusza w drogę jako pomocnik balwierza. Ma rzadki dar – potrafi wyczuć, jeśli komuś zostało już niewiele życia – ale nie to jest najważniejsze. Bezsilność wobec ludzkiego cierpienia nie daje mu spokoju: marzy o tym, by wiedzieć więcej, nauczyć się wszystkiego, co potrafią najlepsi lekarze, a nawet pójść o krok dalej. Jest gotów zrobić wszystko, by zostać uczniem Awicenny, prawdziwym medykiem, a nie wędrownym sprzedawcą wątpliwej jakości leku. Jednak perska uczelnia nie przyjmuje na nauki chrześcijan...

Medicus to powieść przygodowa: przemierzenie całej Europy w XI wieku samo w sobie jest niesamowite, a jeśli dodać do tego determinację bohatera w sięganiu po niemożliwe, zderzenie wielu kultur: chrześcijaństwa, judaizmu, islamu, to wszystko w fascynujących czasach średniowiecza, otrzymamy fabułę obfitującą w ciekawe zdarzenia i tematy. Do tego bardzo zróżnicowane tło (Anglia, Francja, środowisko żydowskie, wreszcie Persja), nauka, polityka, sport, trudy podróży, no i oczywiście miłość (która dla odmiany mnie nie drażniła), interesujący bohaterowie i przede wszystkim myśl przewodnia całej książki – podążanie za swoim powołaniem bez względu na przeciwności, bez wahania, bez planu B. Dzieje się!

Swoją atmosferą powieść Gordona bardzo przypominała mi Stulecie chirurgów, które swego czasu wywarło na mnie ogromne wrażenie. Ze względu na prawdziwość tamtą książkę oceniam wyżej, jednak pragnienie wiedzy, dążenie do poznawania ludzkiego ciała, duch nauki, poczucie misji – to wszystko odnalazłam również w Medicusie i to mi się ogromnie podobało.

Czytałam tę powieść długo, bo prawie dwa tygodnie, ale to ze względu na obiektywny brak czasu. Bardzo żałowałam, że nie mogłam się zatopić w lekturze i przenieść do średniowiecznej Persji na dłużej – pozostawało mi czytać po 20, 30 stron w rzadkich wolnych chwilach. 

Nie zaliczyłabym tej książki do arcydzieł literatury, ale czytadło rewelacyjne, dobrze napisane, wciągające i, co najważniejsze, niegłupie. Świetna lektura na długie jesienne wieczory, a to już wkrótce :) 
Polecam!

Moja ocena: 8/10.

Noah Gordon, Medicus
Wydawnictwo Książnica


Znajdziesz mnie też na Facebooku

10 komentarzy:

  1. Brzmi interesująco, lubię książki o ludziach którzy podążają za swoim powołaniem, którzy nie zrażają się przeciwnościami i dążą do realizacji (może dlatego, że sama nie jestem tak wytrwała). I podoba mi się dopisek o miłości, która dla odmiany nie drażniła. :) bo i mnie ostatnio temat miłości wydaje się kiepsko opisywany; banalnie i jakoś wyłącznie romansowo. Stulecia chirurgów nie znam, ale czytałam parę pochlebnych opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KONIECZNIE przeczytaj "Stulecie chirurgów". Moim zdaniem fantastyczna książka. Dużo lepsza od Medicusa, bo prawdziwa, a do tego więcej historii, pojedynczych losów... No fascynująca jest!

      Usuń
  2. Nie oglądałam film, ani nie przeczytałam książki. Jeśli będę miała okazję, to najpierw zacznę od książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak jest przygoda i Średniowiecze, to ja się jak najbardziej piszę na tę opowieść :D I również nie widziałam filmu, więc będzie przynajmniej niespodzianka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, to leć do biblioteki i miłej lektury!

      Usuń
  4. Bardzo mi się Medicus podobał i mam generalnie podobne wrażenia - jest to świetna, wciągająca przygodówka. Ale nie zgodzę się w jednej kwestii - to nie jest dobry materiał na film. Na serial, owszem. I to niestety widać bardzo w ekranizacji, która jest od książki o wiele gorsza. Kiedyś, w wielkim oburzeniu, nawet pisałam o tym u siebie na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawało mi się, że dobrze się ekranizuje takie przygodowe książki. Dobrze wiedzieć, że film nie zachwyca, przy moich zaległościach znajdę wiele innych, po które sięgnę w pierwszej kolejności.

      Usuń
    2. W filmie, podobnie zresztą jak w książce brakuje jednego punktu kulminacyjnego. I o ile książka składa się chyba z kilkudziesięciu mini historii, które czytelnik śledzi z wypiekami na twarzy, to na jeden film tej treści jest za dużo. Moim zdaniem oczywiście :D

      Usuń
  5. Właśnie, na takie książki przydałoby się trochę więcej wolnego czasu do dyspozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się nie ma, co się lubi...
      I tak wszyscy się dziwią, skąd biorę tyle czasu na czytanie :)

      Usuń