Porozmawiajmy o poezji!


Natłok pracy zmusił mnie ostatnio do ograniczenia aktywności blogowej, więc w odstawkę poszło to, co najbardziej potrzebuje zatrzymania się, zamyślenia, odetchnięcia – poezja. Mam nadzieję, że wybaczycie mi chwilowy brak piątkowych notek. Natomiast korzystając z przerwy chciałabym zaprosić Was do rozmowy o tej zepchniętej na margines formie ujmowania myśli, przeżyć, wrażeń. Poniżej kilka pytań-sugestii, ale mile widziane Wasze własne przemyślenia – związane bądź nie – z poezją :)

Dlaczego sięgacie po poezję, co w niej lubicie? Czy to poezja jako taka, czy raczej wybrani, nieliczni twórcy? Czy znajdzie się ktoś, kto woli poezję niż beletrystykę? Jak często po nią sięgacie, czytacie całe tomiki (oczywiście niekoniecznie za jednym razem ;)) czy po jeden, dwa wiersze?
Wolicie teksty nowatorskie, takie, które trzeba długo rozgryzać z powodu licznych środków stylistycznych, czy proste i klarowne, w których forma w żaden sposób nie przysłania treści? Białe, rymowane, a może tylko klasykę poezji?
Czy zawsze lubiliście wiersze, czy dopiero w którymś momencie zaczęliście je doceniać? Co sprawiło, że zmieniliście zdanie?
Jacy są Wasi ulubieni poeci, do kogo uwielbiacie wracać, co Wam się w ich twórczości podoba? Może poznam jakiegoś ciekawego poetę, o którym nigdy nie słyszałam :)
Czy piszecie bądź kiedyś pisaliście wiersze? Podoba Wam się taka forma wyrażania myśli i emocji?


I pole dla luźnych domysłów: dlaczego ludzie nie czytają poezji? Panuje przekonanie, że poezja jest trudna albo że trzeba się na tym znać, żeby docenić. A ja uważam, że poezja jest tak samo różnorodna, jak beletrystyka: mnóstwo tematów, środków wyrazów, form, mnóstwo twórców i myśli do przekazania. Oczywiście, że są wiersze trudne – ale są też trudne książki, i nikt z tego powodu nie przekreśla całej literatury. Ale są też wiersze naprawdę proste, pozbawione metafor, a jednak trafiające prosto do serca. Wydaje mi się, że gdyby w tym morzu utworów dobrze poszukać, każdy mógłby znaleźć coś dla siebie. A poezja według mnie lepiej niż epika potrafi dotknąć człowieka ładunkiem emocji zawartym w paru słowach: czytasz kilka linijek, a czujesz, jakby ktoś opisał połowę twojej duszy.

Na koniec pytanie do tych, którzy nie czytają poezji: dlaczego? Zraziliście się w szkole? Probowaliście poszukać, czytać różnych twórców i wiecie, że to nie dla Was, czy jesteście przekonani, że nie odnajdziecie się w liryce i wolicie zostać przy powieściach? Wszystkie wiersze wydają Wam sie podobne i nudne czy może za trudne – bo nigdy nie wiadomo "co poeta miał na myśli"? A może z jeszcze innych powodów? Też jestem bardzo ciekawa :)

Piszcie, piszcie!

27 komentarzy:

  1. Ja mam ulubionego poetę ks. Twardowskiego. Mimo iż jestem areligijna ta poezja bardzo glęboko mnie porusza.Może dlatego że traktuje o poważnych sprawach, wartościach często zepchniętych gdzieś w kąt w pogoni za pieniędzmi i czasem.
    Dlaczego nie czytamy poezji? Może ze strachu. Tak jak człowiek który nie chodzi do lekarza, bo uważa że gdy o chorobie nie wie, to znaczy że jej nia ma. Nie chce stawić czoła rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam księdza Twardowskiego, wystarczy mi jeden, dwa wiersze w trudnej chwili i odzyskuję wiarę, nadzieję, siły do pokonywania trudności. Ale moim zdaniem siła tych wierszy tkwi właśnie w głębokiej wierze poety :) Co oczywiście nie znaczy, że osoby niewierzące nie mogą odnaleźć w nich wartości, których potrzebują.

      Z tym strachem to bardzo ciekawy pomysł, nie pomyślałam o tym. Sama też wolę nie iść do dentysty i myślę, że samo przejdzie ;)

      Usuń
    2. Poezja ma za zadanie poruszać czytelnika. A my wolimy pogapić się tv, dać zalać gadkom o niczym i reklamom i w taki sposób przetrwać kolejny dzień. Bo jeśli zaczniemy się zastanawiać nad sobą czy nad otoczeniem to często okazuje się to bardzo bolesnym procem, zmuszającym do podjęcia jakiś działań, najczęściej niełatwych.Co więc robimy? Chowamy głowę w piasek.

      Usuń
  2. Kiedyś czytałam poezję. Moimi ulubionymi poetkami były (w sumie nadal są) Pawlikowska-Jasnorzewska oraz Poświatowska. Swego czasu przechodziłam fascynację Stachurą i... Wojaczkiem. Wtedy (czasy licealne) sama też pisałam wiersze (przyznam, że jak dziś je czytam, to się tylko uśmiecham). Dlaczego polubiłam poezję? Zawsze byłam wrażliwą (a w pewnych momentach nadwrażliwą) jednostką. W poezji znajdowałam ukojenie, natchnienie (jak to dzisiaj brzmi ;)- wtedy jednak jego szukałam). Wszyscy byli w szoku, kiedy (jako jedna z nielicznych) na maturze próbnej, a potem tej prawdziwej zdecydowałam się na interpretację wiersza. Na studiach jakoś mi przeszło. Do tej pory nie wiem dlaczego. Nie wiem, może nie jestem już tak nastoletnio-wrażliwa... Choć nie, przecież nadal jestem (nad)wrażliwcem... Muszę napisać, że Twój post sprawił, że dziś wieczorem, kiedy córka już zaśnie, poczytam sobie kilka wierszy Poświatowskiej... Jeśli jeszcze coś przyjdzie mi potem do głowy, napiszę drugi komentarz. Teraz było tak na szybko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że mój post sprawił cokolwiek :)

      Ja w liceum do wierszy podchodziłam ostrożnie, dopiero na studiach, kiedy miałam większy wybór i byłam zmuszona do poszukiwań na własną rękę, zaczęłam odkrywać poezję dla siebie. Za to po tych "zbuntowanych" jakoś nigdy nie sięgałam. Chyba ten okres mi już minął, ale może kiedyś spróbuję nadrobić brak.

      Wiersze przemawiają nie tylko do nastoletnich wrażliwców ;) Może po prostu pora na jakichś nowych twórców, którzy lepiej się wpiszą w Twoje aktualne odczuwanie świata?

      Usuń
    2. Pewnie masz rację... Być może czas tamtych poetów w moim życiu minął, a ja po prostu ustałam w poszukiwaniach, zatrzymałam się na pewnym etapie. Tak, czy inaczej Poświatowską sobie poczytam przed snem. :) Po Wojaczka już raczej nie sięgnę.

      Usuń
  3. Czytam i lubię poezję, chociaż ostatnio bardzo rzadko po nią sięgam. Dla mnie ten gatunek wymaga czasu i skupienia, a na tego coraz częściej mi brak, szkoda...
    Nie zwracam szczególnej uwagi na to z jakim wierszem mam do czynienia, tekst musi zrobić na mnie wrażenie, a czy będzie on pisany rymem częstochowskim czy będzie miał zaburzona interpunkcję, albo będzie wierszem białym to już jest nieistotne, ważne aby tkwiła w nim siła przekazu.
    Niezmiennie i stale uwielbiam Leśmiana, Mickiewicza, Gałczyńskiego,a ostatnio przypadły mi do gustu wiesze Fryckowskiego. Ciekawe jest to, że zawsze podczas lektury tomików odkryję coś nowego, co mnie oczaruje i zostanie w głowie, to w poezji jest niesamowite: zaskoczenie, emocje i głęboki oddech.
    Czy zawsze czytałam poezję? chyba... Moja dużo starsza siostra uwielbiała wiersze, była kolejarzem z wielka miłością do słowa pisanego, więc zamiast bajek na dobranoc czytała mi wiersze, ale kiedy ja je zaczęłam czytać?, nie mam pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fryckowskiego poznałam właśnie u Ciebie na blogu i mam wielką nadzieję, że kiedyś wpadnie mi w ręce jakiś tomik, bo niestety w bibliotece nie ma, a wiersze bardzo mi się podobały.

      To prawda, że poezja wymaga czasu i skupienia, ale z drugiej strony - powieść czytamy w całości, a po wiersze możemy sięgać pojedynczo, co w rezultacie zajmuje o wiele mniej czasu :) Ale tak samo jak Ty lubię odkrywać coś nowego w poezji i faktycznie rzadko się zdarza, że sięgnę po jakiś tomik i absolutnie nic dla siebie nie znajdę.

      Pierwszy raz się spotykam z tym, żeby czytać dziecku wiersze zamiast bajek :)

      Usuń
  4. U mnie się zaczęło w bardzo wczesnym dzieciństwie. Mój dziadek, nie wiem czemu, uczył mnie na pamięć Ballad Mickiewicza. Zresztą, niektóre do dziś pamiętam, a sentyment i uwielbienie odczuwam cały czas ;) Inna sprawa, że taki np. "Powrót taty" źle podziałał na moją wyobraźnię po śmierci mojego taty. Potem, jakby za ciosem, uwielbiałam Ballady Leśmiana. Ach, te z tomu "Łąka" śnią mi się do dziś ;) i do dziś to właśnie te wiersze, a nie tak popularne erotyki, są moimi ukochanymi i to im poświęciłam moją pracę licencjacką ;) Poza tym jestem wierna Poświatowskiej (wszystko przeczytałam niemalże jednym tchem ;D) i księdzu Twardowskiemu. Twardowskiego mam w jednym tomie cały zbiór poezji i czasami sięgam tak na chybił - trafił jakąś stronę i czytam. To nigdy nie są zaplanowane chwile. Czasami zawieszam się przy mojej bibliotece szukając kolejnej lektury i nie wiem kiedy tonę w poezji..;) Trudniej jest z sięganiem po nowych poetów. Dlatego Twoje piątki są rewelacyjnym pomysłem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leśmian faktycznie jest niesamowity, ze studiów bardzo mi się wrył w pamięć "Topielec" - też mi się ten tom podoba znacznie bardziej niż erotyki.
      Twardowskiego mam ten najnowszy tom wierszy zebranych, "Zaufałem drodze", też uwielbiam sięgnąć sobie po niego, a potem mnie wciąga i czytam jeden wiersz za drugim...
      Widzę, że Poświatowska pojawia się w co drugim poście, a na mnie jakoś nie zrobiła piorunującego wrażenia :) No ale tak to jest, poezję odbiera się osobiście jak mało co :)

      Usuń
    2. Co do Poświatowskiej to wyznam Ci, że u mnie było to trochę inaczej niż u większości znanych mi jej wielbicielek.. Mój tata umarł gdy miałam 10 lat i to Poświatowskiej "pomarańcza bólu" pomagała mi radzić sobie z tą trudną sytuacją. W poezji odnajdywałam siłę i inspirację. Dopiero po latach zaczęłam odkrywać jej drugą stronę, dotyczącą miłości romantycznej ;) Ooo, teraz widzę, że podobnie napisałaś w komentarzu poniżej :) No proszę :)

      Usuń
  5. nie mam ulubionego poety, nawet rzadko czytam poezję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię od czasu do czasu przeczytać piękny wiersz, zastanowić się, jak pięknie można pisać o życiu i miłości.
    Moją ulubioną poetką od paru już lat jest Małgorzata Hillar. Jej wiersze zachwyciły mnie i trwam w tym stanie nadal. :) Lubię też bardzo Pawlikowską-Jasnorzewską i Poświatowską. Ostatnio odkryłam Emily Dickinson i zaczynam doceniać wiersze Iwaszkiewicza. Gdy natknę się na jakiś wiersz, który przykuł moją uwagę, staram się poznać też inne utwory danego autora, więc na pewno zapomniałam wspomnieć o wielu nazwiskach. Na blogu staram się przypominać wiersze, które mnie ujęły. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, i pierwsze nazwisko, którego nie znam! Zapisuję sobie i zobaczę chętnie, co Cię tak zachwyca :)

      Usuń
  7. Niektórzy lubią poezję... Jestem szczęśliwcem, bo mi się udało. Nie wiem, jak wskakuje się do tej grupy. Jakiś procent to pewnie dom i dzieciństwo, trochę oddajmy szkole, (nad)wrażliwość, pewnie też młodość... To ostatnie chyba nie wymaga tłumaczenia, skoro najwięksi pisali swe wiersze do czasu ustatkowania się, a potem cierpieli na zanik weny. I kto z nas nie czytał, a nawet nie pisał, gdy się zakochiwał? Kiedyś czytałam dużo, teraz raczej proza, ale wierszy nie omijam, podobnie jak spotkań poetyckich. Wczoraj spędziłam wieczór z płytą, którą dostałam od zaprzyjaźnionej początkującej poetki. Pracę pisałam z twórczości Wierzyńskiego. Gdy trzeba, wiersze mnie same znajdują. Wiele osób chyba się po prostu boi, że czegoś nie zrozumieją, ale tak naprawdę, to który poeta chciałby być zrozumiany? Czasem wystarczy z wiersza wziąć sobie jeden wers albo piękną metaforę, która przylega do naszej duszy, nastroju... Mało poezji na blogach, więc tym bardziej dzięki za twoje piątki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat nie czytałam przy okazji zakochania, jakoś nie łączę poezji z miłością, z wierszy raczej czerpię siłę, inspirację... Nie jestem romantyczką :)

      To prawda, wiele osób się boi, a moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie. Po pierwsze, im więcej się czyta, tym łatwiej się rozumie, zwłaszcza jak już się poznaje jednego poetę; po drugie - na tym polega siła poezji, że można ją różnorako rozumieć i to jest właśnie piękne :) Poza tym Twoja uwaga też jest słuszna, nie wiem, czy poetom zależy, żeby być dobrze zrozumianym.

      Szczerze mówiąc też nie wiem, co decyduje o tym, że ktoś lubi poezję. Nie uważam się za osobę szczególnie wrażliwą, jestem (jeszcze) młoda, ale w domu raczej się wierszy nie czytało. Dla mnie to chyba głównie studia. Pewnie ile ludzi, tyle dróg.
      Chyba bardzo często jest tak, że ma się kilku ulubionych i na tym poprzestaje.

      Usuń
  8. Kiedyś czytałam więcej poezji, teraz znacznie mniej. Moimi ulubionymi poetami są ci z pokolenia kolumbów, czyli przede wszystkim Baczyński, a później Gajcy, Bratny. Lubię również poezję Gałczyńskiego, Leśmiana, Asnyka. Do nich wszystkich wracam najczęściej, ale zawsze numerem jeden pozostaje Baczyński, w którym rozkochała mnie moja polonistka i ten stan już trwa wiele, wiele lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli głównie klasyka i dawniejsi twórcy :) A z takich zupełnie współczesnych nic?

      Usuń
    2. Zupełnie nic, ponieważ przez ostatnie 10 lat bliżej mi do prozy niż do poezji. Jakoś nie czułam potrzeby poszukiwania i dalej nie czuję. Kiedy jestem w poetyckim nastroju wracam do swych ukochanych tomików i tak mi jest dobrze.

      Usuń
    3. Tak też można :) Nie potrzeba szukać nowych przyjaciół, jak się ma dobrych starych :)

      Usuń
  9. Wiersze Ewy Lipskiej na przemian z Szymborska i Tuwimem (szczegolnie 'Kwiaty polskie'). Dla ucha mila jest poezja spiewana w duzym wyborze - muzyka, glos wzmacnie doznania poetyckie. Rowniez poezja wspolczesna moze zaskoczyc.
    W liceum chyba kazdy pisal... poezje, to taki poetyczny wiek. Pewnie w dziecinstwie czytano mi duzo wierszy i rymowanek i z poezji potem nie wyraslam na rzecz prozy. Inaczej niz w zyciu - po prozie zycia wstepuje sie w inne wymiary tworcze... mam nadzieje.
    Pozdr. Echo (jestem tylko echo)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie pisałam w liceum :) Tylko w podstawówce stworzyłam parę rymowanek. Ale już nie pierwszy raz spotykam się z przekonaniem, że "chyba każdy pisał" - za pierwszym razem mnie to zdziwiło ;)
      Poezja śpiewana jest faktycznie miłą odmianą, choć osobiście wolę wiersze na papierze - lubię się zatrzymywać nad pojedynczymi sformułowaniami, czytać po kilka razy poszczególne wersy...

      Usuń
    2. :) "chyba kazdy pisal" - przynajmniej w moim otoczeniu, ale moze dlatego, ze to byla klasa humanistyczna :)
      W podstawowce pisalam cos takiego, co nie bylo ani rymowanka ani wierszem ale jakimis rymami czestochowskimi np. ...Czlowiek do czlowieka rzecze i... pobili sie na miecze... Pisalam tez inne: ... Siedze przed toba wizorku-tele jak... wierzacy w kosciele. :) itp z zycia wziete. Czasem zaluje, ze musialam skonczyc podstawowke bo ...'kazdy ja konczy :D ...w jakis sposob i zaczyna sie edukowac dalej...
      Poezja pisana na papierze - czemu nie, mozna wracac i czytac i znow czytac; spiewana - czemu nie mozna potem nucic... slowa bo to poezja.

      Usuń
    3. No tak, ja byłam w mat-fizie, gdzie koledzy szczycili się tym, że czytają tylko program tv ;)
      Ta Twoja twórczość to taka wyższa szkoła jazdy, moją nawet wstydzę się cytować ;)

      Usuń
  10. Ojoj. Temat rzeka. :) Ja uwielbiam poezję. Czy wolę ją od beletrystyki? Ciężko powiedzieć. Nie porównywałabym jednej do drugiej. To dla mnie dwie zupełnie inne rzeczy. Na poezję muszę mieć ochotę, nastrój. Sięgam często. Dla relaksu, na uspokojenie (nic mnie tak nie wycisza jak poezja), dla przyjemności. Powodów jest mnóstwo lubię. Jeśli chodzi o poetów... Przeważnie to klasyka, poezja wojenna (pokolenie Kolumbów), ale nie tylko. Pierwsze miejsce w moim sercu ma Baczyński i to się chyba już nigdy nie zmieni... Ta jego metaforyka, epitety...! Drugie - Stachura.

    Wiersze... Piszę czasem własne. Choć coraz rzadziej i przeważnie do szuflady. Zraziłam się, bo kiedyś prowadziłam bloga i nagle się okazało, że moje wiersze krążą po necie i mają po kilku autorów... :( Poza tym mam wrażenie, że poetka ze mnie z roku na rok zamiast coraz lepsza, to coraz gorsza. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, może to jest klucz: mało zajęć wycisza tak bardzo jak poezja, a ja z kolei jak mało kto potrzebuję wyciszenia ;)

      Okazuje się, że faktycznie prawie każdy pisze albo pisał :) Ja jako dorosła osoba napisałam jeden wiersz ;)

      Usuń