Wtorkowo-dzieciowo - Tato na lato


Markus Majaluoma, Tato, w studni nie ma wody!
Oprawa: twarda
Stron: 34
Wydawnictwo Bona

Tato, w studni nie ma wody to kolejna książka z serii stworzonej przez Markusa Majaluomę, fińskiego pisarza urodzonego w 1961 roku. Zarówno tekst, jak i niebanalne ilustracje są jego pomysłu i autorstwa. W kolejnych częściach towarzyszymy rodzinie Różyczków: panu Pawłowi, trojgu dzieci: Olafowi, Konstantemu i Annie Marii, oraz mamie, która wyjątkowo odgrywa rolę drugoplanową (znam tylko tę jedną książkę, ale sądząc po tytułach, jest to specyfika całej serii).

Tym razem rodzina Różyczków przez przypadek i nieuwagę wchodzi w posiadanie okropnie drogiej i niezbyt ekskluzywnej letniej rezydencji. Gdy zrezygnowany tata zabiera dzieci na wyprawę, okazuje się, że rzeczywistość jest jeszcze bardziej przygnębiająca: domek chyli się ku upadkowi, nigdzie w pobliżu nie ma wody, a przez pokoje dniami i nocami przelatują ptaki, gdyż konstrukcja stanęła dokładnie na ich trasie. Podczas gdy pan Paweł jest bliski załamania nerwowego, Olaf, Konstanty i Anna Maria są zachwyceni: wszystko ich cieszy, wszystko ekscytuje, a cały pobyt w nowym miejscu staje się niesamowitą przygodą.




Historia mnie urzekła. Pomysłowe, pełne życia i radości dzieci, ich entuzjazm, umiejętność cieszenia się prostymi rzeczami i dostrzegania plusów tam, gdzie dorośli załamują ręce – to wszystko jest zaraźliwe, stanowi zastrzyk pozytywnej energii i daje do myślenia zgryźliwcom i marudom. Opowieść jest barwna, wiele się w niej dzieje, a zabawne, jakby pośpiesznie nakreślone, a jednocześnie pełne szczegółów ilustracje przykuwają uwagę i dodatkowo wzmagają wrażenie dużego tempa akcji. Pod koniec historia zostaje wyciszona: domek i okolica zapadają w zimowy sen, co nadaje całości kojącą wymowę.

To ciekawa, sympatyczna, ciepła i zabawna historia, w sam raz na wakacje. Albo na zimowe dni, gdy tęsknimy za wakacjami i marzymy o własnym krzywym domku odciętym od wody i nawiedzanym przez okoliczne ptactwo. Bohaterowie budzą sympatię, ich przygoda jest zajmująca, a nawet godna pozazdroszczenia. Opowiadanie jest stosunkowo długie, więc polecam przede wszystkim starszym przedszkolakom; wydaje mi się też, że młodsze dzieci mogą nie docenić bardzo fajnych, ale specyficznych ilustracji. Dla pięcio-, sześciolatków książka jest świetna!

Za egzemplarz bardzo dziękujemy wydawnictwu Bona.

5 komentarzy:

  1. Ja raczej nie sięgne, dzieci nie mam, w rodzinie też nie posiadam, więc muszę przejść obok tego do porządku dziennego. Niewątpliwie dobra książka dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogłaby mi wpaść w ręce, oczywiście przez przypadek taka letnia rezydencja, i wcale bym nie narzekała :).
    Lubie radosne, rodzinne opowiadania, a że mam komu je czytać to chętnie dorwę książeczkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szukam niebanalnych pozycji dla dzieci, z pewnością sięgnę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mamy ;) Bardzo fajna historyjka :)

    OdpowiedzUsuń